Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Od listopada 2013 przejechałem 206038.55 kilometrów i mniej już nie będzie :) Na pięciu różnych rowerach jeżdżę z prędkością średnią 27.82 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
Trollking na last.fm

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2015

Dystans całkowity:1674.50 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:57:11
Średnia prędkość:29.28 km/h
Maksymalna prędkość:63.00 km/h
Suma podjazdów:7593 m
Liczba aktywności:31
Średnio na aktywność:54.02 km i 1h 50m
Więcej statystyk
  • DST 53.30km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.61km/h
  • VMAX 46.00km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 162m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dziewiczy rejs

Środa, 1 lipca 2015 · dodano: 01.07.2015 | Komentarze 5

Dzięki Bogu od dawien dawna wiatr nie wiał z kierunków północno-wschodnich, co pozwalało mi na unikanie upojnej jazdy przez Poznań trasą Dębiec - Centrum - Malta - ulica Gdyńska. Z tą ostatnią łączy się mój kwietniowy "romans" z puszkowymi mendami, więc od tej pory mam uraz. Dziś już nie było opcji - trzeba było odświeżyć ten przykry azymut. Praktycznie dziewiczy, bo zapomniałem co z czym tam się je.

Jak już znalazłem się na asfalcie to zapytałem sam siebie: gdzie te urlopy? Gdzie te wakacje? Gdzie ta emigracja w turystyczne rejony i odpoczynek od korków? No gdzie? Bo miałem wrażenie, że miasto jest zakorkowane bardziej niż kilka miesięcy temu. Jakoś dopchałem się do ulicy Hlonda i tam miła niespodzianka - "zemsta Grobelnego", czyli tamtejsze kartoflisko na ddr-ce zostało wyremontowane! Piękny czerwony asfalcik cieszył oko, co prawda do czasu, gdy wpadłem na wieńczący go krawężnik w polskim standardzie, ale nie czepiajmy się szczegółów. Chwilę potem stanąłem przed kolejnym dziewiczym wyzwaniem: po raz pierwszy miałem przejechać polecaną mi wielokrotnie ulicą Chemiczną, jako alternatywą dla wspomnianej części Gdyńskiej. Ulica całkiem fajna, spokojna i zupełnie niechemiczna z wyglądu, ale zanim udało mi się pokonać poprzedzające ją skrzyżowanie niemal zakwitłem. Wyspa złożona z trzech świateł, z którego każde włącza się na 15 sekund z regularnością co 5 minut mnie przerosła. I chciałem nawet ją pokonać szybciej. I bym tak zrobił, gdyby nie radiowóz stojący zaraz za nią, co prawda zgłoszony do kolizji autobusu z autem, ale ryzykować się bałem.

Jak już się wydostałem z Poznania to w końcu poczułem, że żyję i dotelepałem się do Murowanej Gośliny, gdzie zawróciłem. Wracając zahaczyłem jeszcze o Owińska i tamtejszy zespół pocysterski - niestety w remoncie.

Łatwiejszy kawałek skończył się za szybko i znów byłem w mieście, gdzie przywitały mnie korki. A jak. Znów Chemiczna, pod koniec której pozdrowiłem wjeżdżającego na nią kolarza we wściekłej pomarańczy CCC. Zanim się zorientowałem już go nie było, a mi mignęło tylko tylne światło. Potem się okazało, że nie poznaliśmy się z Dariuszem, ksywa Lipciu. Eh, ten pęd ;)

Do domu dotarłem zmasakrowany. Średniej nie dało się obronić. Tym samym lipiec zaczynam lekko pod kreską.

A czerwiec? 15,5 tysiaka kilometrów. 30 kursów, tym razem szosą i crossem. Średnia - 30,2.