Chorągiewkowy
Piątek, 9 stycznia 2015
· Komentarze(4)
Dziś niby dzień wolny. Czyli nie mogłem znaleźć czasu na nic, tyle miałem zaległości. Plany jednak w 92,48% zostały zrealizowane, o dziwo też znalazł się kawałek czasu na rower. O dziwo, bo ani pogoda nie zachęcała, ani z rana ciepłe łóżeczko tak łatwo puścić nie chciało :)
Ruszyłem jednak trochę po dziesiątej na wojnę. Wrogowie już klasyczni: wiatr i deszcz. I jeśli ten drugi można było nazwać pieszczotliwie mało upierdliwym przelotniakiem, to w temacie pierwszego nie ma miejsca na eufemizmy. Wiało koszmarnie - z kierunku pod nazwą KAŻDY. Południowy czy zachodni - można było sobie losować, a że jego średnia oscylowała koło 30 km/h to z gracją byłem przesuwany z boku na bok. W sumie zacząłem się już do tego dzięki ostatnim dwóm miesiącom przyzwyczajać i nawet zaczynam to lubić. Powoli myślę o karierze chorągiewki, ale jeszcze zbieram doświadczenia.
Żeby nie przedłużać - swoje przejechałem, przeżyłem, nie zwyciężyłem. A jutro - jak zwykle - prognozy mówią, że nie pojeżdżę.
Ruszyłem jednak trochę po dziesiątej na wojnę. Wrogowie już klasyczni: wiatr i deszcz. I jeśli ten drugi można było nazwać pieszczotliwie mało upierdliwym przelotniakiem, to w temacie pierwszego nie ma miejsca na eufemizmy. Wiało koszmarnie - z kierunku pod nazwą KAŻDY. Południowy czy zachodni - można było sobie losować, a że jego średnia oscylowała koło 30 km/h to z gracją byłem przesuwany z boku na bok. W sumie zacząłem się już do tego dzięki ostatnim dwóm miesiącom przyzwyczajać i nawet zaczynam to lubić. Powoli myślę o karierze chorągiewki, ale jeszcze zbieram doświadczenia.
Żeby nie przedłużać - swoje przejechałem, przeżyłem, nie zwyciężyłem. A jutro - jak zwykle - prognozy mówią, że nie pojeżdżę.












