Czerwcowy listopad
Wyjazd późny, bo w okolicach jedenastej.
Miałem misję - wizytę na cmentarzu, bo dawno mnie nie było, zawsze czasu brakowało. Tym razem bez pośpiechu mogłem nawiedzić nekropolię przy wykorzystaniu najlepszego środka transportu.
Sama trasa północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - serwisówki - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Pogoda była taka, jak na tej fotce:

Czyli najpierw słońce, potem deszcz.
Skorzystałem z tego pierwszego w Lusowie. Tam udało się przyłapać rodzinne życie perkozów, łysek i gęgaw.











A przyglądała mi się pliszka siwa w wersji junior.


Gdybym w Lusowie jechał tą antyrowerówką, to pewnie głośno powiedziałbym "UPS". Ale że nie jechałem, to tylko się ucieszyłem na ewentualną wytłumaczalkę przed policją :)

W Skórzewie pojawiły się takie chmury...

...które po chwili zamieniły się w solidny deszcz. Zaparkowałem więc na kilkanaście minut pod apteką. Dopiero potem zauważyłem jej nazwę :)

Deszcz, cmentarz... Normalnie listopad!

No i jeszcze ten wiatr. Dość silny i 100% w pysk.
A po południu jeszcze spacer po Dębinie. Znów ulewa się trafiła, ale to dobrze, bo susza straszna. Tylko w czasie deszczu czaple się nudzą... :)









