Nie, w tytule nie chodzi o wiatr, choć wiało paskudnie, jak to ostatnio.
Ani o pogodę, bo ta (prócz podmuchów) była zacna.
Ani o kolejnych debili, niedzielnych gazeciarzy i frustratów-klaksoniarzy, według których jazda po dziurach to mój obowiązek. Też tacy byli.
Więc o co chodzi? O tym z chwilę.
Najpierw o trasie. Ta była znów wschodnia: Dębina - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Mieczewo - Mościenica - Kórnik - Skrzynki - Zemsta Adolfa - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Generalnie początkowo nie było źle. Choć już rano na Dębinie były korki. Starałem się być cierpliwym :) Ale przy wjeździe do Rogalina zacząłem kląć pod nosem. A po chwili już na głos. Nie szczypałem się. Oto bowiem widok, jaki zastałem: Poleciały nawet piękne, zdrowe drzewa. Powód? Najgorszy z możliwych: budowa kolejnego odcinka śmieszki. I choć trzeba przyznać, że to, co zbudowano już kawałek dalej nie jest złe... ...ale niech sobie ją głęboko wsadzą w dupę, jeśli tak ma ona powstawać. DDR-ki nie potrzebuję w ogóle, tlenu już tak. Czy tak ciężko to zrozumieć? :/ A gównoleśnictwo Babki na całej długości drogi do Mieczewa jest w swoim siódmym niebie. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu uwielbiałem tamtędy jeździć, bo wszędzie cieszył piękny, głęboki las... Wpis miał być optymistyczny, niedzielny, no ale sorry. Lasy Państwowe, drogowcy oraz decydenci na górze potrafią zabić wszystko. Nawet radość z jazdy.
Miałem dziś wkleić fotki z poznańskiego Łazarza, ale przekładam. Dodawanie tych powyżej zbyt zmęczyło mnie psychicznie. W zamian więc jedynie motyw z Dębiny (znalazłem kawałek wolny od tłumów)... ...oraz przewiany trznadelek.
Lapec - dzięki za potwierdzenie od fachowca :) Dęby chyba są chronione, ale tak samo jak rowerzyści na celowniku myśliwego - nie znasz dnia ani godziny...
Ale - zapraszam rodzinki na fajnie wyznaczone leśne (nie wycięte) szlaki, bo nie sądzę, żeby mieli zapędy do jazdy szosą... A takie inwestycje zabijają wszystko - przyrodę, budżet i paradoksalnie chęć do jazdy. Przynajmniej u mnie.
Widziałem w ostatnim roku sporo takich inwestycji. Nierzadko wzdłuż rzadko uczęszczanych dróg. Wszystko przez zapędy turystyczne gmin i chęć wzmożenia ruchu turystycznego przez propagację sportu wśród rodzin.
Jako drogowiec, rowerzysta, i zdrowo (chyba?) myśląca osoba uważam że ta ścieżka jest mega bezsensu xD. Zresztą tak samo, jak ta niby nie zła. Mam nadzieję że się nie rozpędzą i dębów nie wytną :|
Na opady też czekam, mogą być nocą - gorzej że ... zapowiadają opady, ale śniegu pfff.
Trznadle ostatnio widuje rzadko. Nie są nawet specjalnie zainteresowane pozowaniem.. Marzec mimo wiatru, obfituje w słońce, choć zaczyna go już być za wiele. Czekamy na opady, nocą :)
No ale weź spróbuj to skrytykować - od razu pojawia się argument "no przecież w zamian sadzą". Na pytanie, kiedy te drzewa wyrosną, robi się cisza. Lub pieprzenie o gospodarce leśnej, wyjątkowej konieczności i takich tam...
Dzięki! Dobrze, że Dębinę wycinają minimalnie, trznadle chyba też :)
Faktycznie masakra, a do tego późniejsza jazda taką śmieszką, zwłaszcza w upalne dni to rzadna przyjemność. Dobrze, że większość tego weekendu prześpię przez nocne zmiany, bo wszędzie znowu wysyp niedzielnych spacerowiczów, rowerzystów i właśnie gazeciarzy o czym przekonałem się podczas powrotu z pracy po 10-tej... Humor poprawia ujęcie z Dębiny i świetna fota trznadla :)
Malutky - tak, to jest w ogóle paranoja: niby śmieszkami chce się promować ekologiczny sposób przemieszczania się, a jednocześnie w tym celu tnie się całe połacie... Niby tam sadzą jakieś kikuty, ale one będą rosnąć dziesiątki lat :/
JPbike - nie spiesz się z odwiedzinami... Szkoda nerwów. Ja przecież niedawno byłem w Radzewicach i takiej masakry jeszcze wtedy nie zastałem...
To jest jakaś masakra w tym kraju. Każda inwestycja prowadzona na drogach powoduje masową wycinkę rosnących wzdłuż dróg drzew. Nawet budując DDR wycina się zdrowe drzewa
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"