Wczoraj dzionek całkowicie bezrowerowy, wpadło za to dziesięć kilometrów piechotką przed weselem, zobaczyć jak zmieniły się okolice, które znam od dziecka. Zmian sporo, ale o dziwo wycinka masowa jakimś cudem nie dotarła do jakiejś części województwa łódzkiego. Pewnie to niestety kwestia czasu.
Temat samego dojazdu rozwinę zapewne jutro, bo jest o czym pisać. Zachciało mi się, cholera jasna, PKP, z sentymentu i sympatii. Już sobie przypomniałem czemu sympatia od dawna blaknie :)
Dzisiaj natomiast udało się wrócić w miarę wcześnie. Nie żebym się źle bawił - wręcz przeciwnie, impreza była zaskakująco zacna, nawet menu pode mnie, jak i możliwość piwkowania zamiast chlania wódy. No i dzięki temu osiągnąłem sukces i - mimo wcale niewczesnego wylądowania w łóżku - wstałem przed wyjazdem i zaliczyłem godzinny spacer w celu odświeżenia łba. Kilka fotek przy okazji wpadło, ale one też nie na dziś. Na szybko więc motyl wykonany telefonem, zapewne przestrojnik trawnik (albo i nie), żeby nie było łyso w temacie zwierzaków :) W Poznaniu wylądowałem po szesnastej, wcześniej wynegocjowałem z Żoną, że jak się uda to rower raczej musi być (dzięki!), więc myk :) Trasa zachodnia, sprawdzona, znana: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Aparatu nawet nie brałem, specjalnie się nie przemęczałem, po prostu cieszyłem się z jazdy po całym jednym dniu (miały być wstępnie dwa) bez dwóch kółek. No i jeszcze mój ulubiony motyw z wesela (kompakt z zoomem się przydał). Mieszanie trunków to zło. Piccolo i Pepsi to zło :) BS-a oczywiście nadrobię dopiero jutro. Jeśli zdążę :)
Komentarze (12)
Cholibka, masz rację, a ja już sam nie pamiętam :) Może jakoś postaram się to odtworzyć przy podsumowaniu roku. Choć wątpię :)
Ja klasycznie w kinie pierwszy raz byłem na jakiejś paści, ale najbardziej to pamiętam "Króla Lwa" - tego fajnego :)
Taka Żona to skarb, ale muszę przyznać że jestem zawiedziony :(. Przerwałem czytanie żeby "pójść dalej" i poczytać o akcji w PKP - a tu klops. Do poprawy :P
Meteor - a dzięki za namiar i za eksperckie info. To faktycznie strzępotek :) Wiedziałem, że jak przeczytasz, to mnie z błędu wyprowadzisz :)
Evita - w życiu tego filmu nie widziałem :) Chyba pierwszym, na którym byłem w kinie było... "O dwóch takich..." :) U mnie też to chyba na razie koniec, została jedna kuzynka, ale jej niespieszno do tego typu dziwnych pomysłów ;)
Rusałka vel Oko Proroka ( notabene pierwszy film, na którym byłam w kinie :D ). I takie przykre imprezy trzeba zaliczać :D, na szczęście w najbliższej rodzinie i wśród znajomych worek się jakby zawiązał, uff ;)
Faktycznie "albo i nie" przestrojnik trawnik :-) To prawie na pewno strzępotek ruczajnik.
W kwestii identyfikacji motyli, jest bardzo fajny blog (zresztą innych owadów też - inne grupy masz w linkach po prawej). Oczywiście nie wszystkie nasze motyle tam są, ale wystarczająco dużo, by sprawdzić te najpopularniejsze na początek - no i indeks jest wygodny ze zdjęciami: https://swiatmakrodotcom.wordpress.com/motyle-lepidoptera-2/
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"