Nie powiem, żeby pogodynki nie ostrzegały. Co to, to nie. Informowały, mówiły, dawały znać, że będzie padać. Ale, do cholery, nie przed dziesiątą rano!
Ruszyłem radośnie, będąc pewnym, że wrócę na sucho. Gdzie tam! Początkowo nieźle żarło - z Dębca przedostałem się do Lubonia, następnie Łęczycy, Puszczykowa i Mosiny. Gdy wjechałem na leśny odcinek przed Żabinkiem, zaczęło kropić. Początkowo. A potem już regularnie lać.
Miałem jeszcze resztki nadziei, że szybko przeleci i przestanie. Taaa... Zamiast przestania weszło więc przystankowanie. Dokręciłem bowiem do najbliższej możliwej wiaty i tam się zalogowałem. Na cale dwadzieścia minut!
Jedyny plus, iż w pracy musiałem być dopiero o trzynastej, więc czekałem bezstresowo, a i sam przystanek ładnie położony, tak prawie górsko, bo wyjątkowo na małym wzniesieniu. Z nudów obfotografowałem go z każdej możliwej strony, włażąc nawet na dach, żeby uchwycić wzgórze :) W końcu ruszyłem. Jeszcze w trakcie opadów, bo ile można? Postanowiłem nie wracać, tylko dokręcić do Żabna i dopiero wtedy skręcić na zaplanowany klasyk, czyli przez Baranowo, Sowiniec, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i Luboń do domu. W ramiona pralki :)
Zatrzymałem się - prócz jednego stopu na przystanku i miliarda w Luboniu oraz Mosinie - tylko jeszcze w paprociowym lesie... ...oraz kawałek dalej, zobaczyć czy coś może po deszczu zaczęło latać. Trafił się jedynie zmoknięty trznadelek :) Do pracy udało się udać rowerem. Oczywiście po drodze też musiało się rozpadać. No ale przynajmniej nie było upału :)
Komentarze (8)
Przystankowi jestem dozgonnie wdzięczny :) No i zgadza się, jest spora różnica doznań między deszczem latem a późną jesienią. Przykładowo w wulgaryzmach jest zero do miliarda :)
Ten przystanek naprawde jest fajowy. Ostatnio porzadnie deszcz zalał mnie z 10 lat temu. To byla jazda ale nie obrazil bym sie by zmoczyło mnie.w.jakis ciepły dzień lata
U mnie o dziwo menelstwo już na przystankach nie sypia. Generalnie w mojej gminie wymieniono przystanki na drewniane i polikwidowano połowę autobusów xD
Luksusowa ta wiata Ci się trafiła, nie ma co. Deszczyk też potrzebny, miła odmiana od ostatnich upalnych dni, choć przez wilgotność powietrza mam wciąż wrażenie, że parówa nie odpuszcza.
Udało się pokręcić, brak upałów, klimatyczny przystanek, orzeźwiający deszczyk - czyta się jak super wyjazd :D. Choć o wiele lepiej się czyta, aniżeli miało by się towarzyszyć ;))
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"