Odwiedzić diabelskie drzewo
Rano rower. A jak. W fajnej temperaturze, niestety dzisiaj w głównej roli występowali zapuszkowani rodzice, którzy oczywiście musieli dostarczyć swoje latorośle pod same drzwi, pewnie niejeden by chciał jeszcze wjechać do auli i odebrać świadectwo w wersji McDrive. Powodowało to masakryczne korki, których nawet rowerem nie byłem w stanie ominąć, więc gniłem. Dzięki wielkie. Źle było na domowym, hę? :)
Trasa zachodnia z wariantami północnymi: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Junikowo - Kopanina - Dębiec.
Moje ukochane diabelsko drzewo przeżyło kolejne wichury. Zagrozić może mu chyba tylko człowiek.

Nawiedziłem oczywiście Jezioro Lusowskie.


Tamże przyuważyłem wodnego ślimaka. Na chwilę go wyciągnąłem, sfociłem i umieściłem we właściwym miejscu.


Ptaki zaś dzisiaj tylko na drutach. Chudziutki trznadelek...

...oraz kos, który bardzo chciał się pochwalić swoją zdobyczą, jednocześnie pokazując, gdzie mnie ma :)


Tyle. Poza tym wyjazd bez rzeczy wartych odnotowania. Bo o kolejnych gazeciarzach nawet nie chce mi się wspominać.








