Znów jakoś nie miałem siły do walki. Wiatr kręcił z każdej możliwej strony, tylko nie tej dla mnie korzystnej, korki i światła nie chciały być przychylne, a debile (szczególnie jeden śmieciarz-gazeciarz w Dąbrówce) drogowi nie pozwolili o sobie zapomnieć. Wynik więc mierny.
Trochę fotek wpadło, szkoda, że było pochmurno, bo odbiło się to na jakości. No i nie ukrywajmy - jak fotograf dupa, to cudów nie będzie :) Ale fajnie było się znów pojawić na końcu świata, czyli w Lisówkach. Tamże bowiem trafiła się (chyba) makolągwa... ...oraz kania ruda. Przed Dopiewem wpadł jeszcze myszołów. A, odwiedziłem znajomego z bagienka w Trzcielinie. Był dzisiaj lekko zamulony :)
Komentarze (9)
Gizmo - możesz połączyć, start z WLKP, a meta w Sudetach albo Beskidach. Połączysz wszystko w jednym :)
Kolzwer - też mam podobne podejrzenie, co chwilę (czyli jak dla niego co kilka dni, gdy tam jestem) inne pozy przyjmuje :)
Gizmo - tak się składa, że akurat z Kubą kiedyś jedną trasę przejechałem, a z Tobą jeszcze nie. Zapraszam, sam ocenisz :)
Marecki - dzięki za prawie potwierdzenie :) Marudzę, oczywiście. Bo jak się codziennie jeździ, co chwila coś wkurza, to co pozostaje? ;)
Evita - Trzcielonardo :) Nie mylić z Dębinello :) Trochę się tych żółwi poznało, powoli czuję się niczym mistrz Splinter :) No i zgadzam się, są ważniejsze rzeczy niż pogoda :)
ładne drapole. Tak to chyba makolągwa. Tez pisze chyba , bo nie widac głównego atutu, czyli czerwieni na brzuszku. faktycznie sporo narzekasz głównie na wiatr, ale każdy ma w sobie trochę z marudy :)
A jechałeś rano czy wieczorem? Rano duł na polach.
Widzisz, to jest właśnie ten problem, że czasem te same okolice, a kilka godzin później i mamy zupełnie inne warunki. Wybierz się na przykład teraz, znów wieje :)
Gdzie Tobie ten wiatr przeszkadzał? Do godzin późnowieczornych praktycznie go nie było/pojawiał się w ilościach szczątkowych ;) Chyba mieszkamy w innych strefach klimatycznych :P
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"