Parówa 2021, część 5 - dzika dzikość :)
Mimo to lekko nie było. Trzydzieści na plusie w momencie startu potrafi nieźle zdemotywować, i tak się właśnie stało. Przez całą drogę zamulałem, nie chciało mi się, wolałem pozostać w cieniu... A perspektywie to samo, tylko że w robocie :)
Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Fotek rowerowych mało, bo tak jak wczoraj wolałem się nie zatrzymywać (w Luboniu to oczywiście nierealne), więc dzisiaj proponuję inne gwiazdy. Włochate :) Tak jak wspominałem, w niedzielę Kropa była tak zmasakrowana temperaturami, że odprowadziłem ja do domu i sam zrobiłem szybką rundkę po Dębinie. Jak się okazało, idealnie w czas, bowiem akurat trafiłem na moment, gdy coś mi zaczęło chrumkać w krzakach. Chwilę poczekałem, spodziewając się kto zacz i się nie zawiodłem - najpierw wyszła locha, sprawdzić kim jestem. Spotkał mnie ten honor, że widzieliśmy się już wielokrotnie, więc stwierdziła, że nie ma zagrożenia. Dodam, że to ujęcie zrobiłem z komórki.

Po chwili dała znać swojej rodzinie, że mogą wychodzić. Najpierw nieśmiało, a potem już nawet zadziornie, przeparadowało obok mnie pięć ślicznych warchlaków, co skończyło się kilkoma ujęciami.




To naprawdę genialne uczucie, gdy nie boją się ciebie, jakby nie patrzeć przedstawiciela gatunku mającego zdecydowanie nie tak pod sufitem, dzikie zwierzęta. Co więcej, na tyle mi zaufały, że matka spokojnie machała ogonkiem, młode z ciekawością na mnie zerkały, a przestraszyły się dopiero, gdy nadszedł ktoś inny. Udało mi się nawet nakręcić tę scenę:
Jednym słowem: cudo :)
Fota z rowerem być musi, więc "mój" las...

..a w nim pierwsze jagódki. Jeszcze bałem się próbować, ale wiem, gdzie się wybiorę na wyżerkę :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.








