Dzisiaj plan był nieskomplikowany - podjechać do Radzewic odwiedzić stacjonującą tam rodzinkę na agroturystyce. Wykonany z sukcesem :)
Dojazd tym razem rowerem, bez psa. Wczoraj Kropa wybiegała się za wszystkie czasy, a na dłuższy z nią pobyt we wspomnianej miejscówce przyjdzie pewnie czas jeszcze tego lata.
Trasa w tę i z powrotem, bo zdrowia na stanie na wahadle w Rogalinku aktualnie nie posiadam. Tam się naprawdę długo kibluje, nawet rowerem nie da się tego objechać, więc wybrałem wersję: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice i z powrotem.
Jechało się o tyle fajnie, że od pewnego momentu z peletonem, który niestety zbyt szybko skręcił w niewłaściwą (czyli nie moją) stronę. Powrót już niestety to walka z bocznym wiatrem, choć i tak nie wyszło źle.
Najpierw podjechałem do portu, gdzie akurat instalowali się kajakarze. Zdobyłem też namiar na niedrogą wypożyczalnię organizującą spływ z Radzewic do Rogalinka. Dzięki temu, że z agroturystyką "znam" się od kilku dobrych lat, bez problemu mogłem zaparkować rower. Wpadł też czterokilometrowy spacer po okolicy, którą wielbię za klimat oraz dzikość. Nie zdążyłem jeszcze przejrzeć większości dzisiejszych zdjęć, więc większość pochodzi z wczoraj, gdy Kropa z nami dreptała. I Reks, pies tutejszy, również genialny. Oraz częściowo starsza jamniczka Rodziców, suczka kochana nad życie. Dzisiejszy smaczek - sarna, która uciekła mi prawie spod nóg. Niestety zbyt szybko na dobre zdjęcie. Reszta fotek może jutro.
Jeszcze dwie z Dębiny... ...oraz kadry z puszczykowskiej restauracji "Lokomotywa". Pyszne żarcie i świetny klimacik, polecam. Jutro znów plany, pewnie nie odpocznę. Życie :)
Dziękuję :) Radzewice wielbię i nic tego nie zmieni :)
No właśnie, widziałem chyba na Stravie przez chwilę tego pięknie ujętego łosia, ale tam nie mam czasu się udzielać, czekam na wpis z jego udziałem :) Chyba że coś przegapiłem.
Pięknie w tych Radzewicach :) Ale foty kruka i sarny w szpagacie - KOSA! :)
Banda psia też mi się podoba bardzo ;) Flores podlaskie spotkanie z ostatniego weekendu z miejscową bandą nie wspomina za dobrze ;), nie licząc ucieczki od goniącego nas łosia :D
Brakuje tylko obok tej restauracji jakiegoś eksponatu na kawałku torów ;) miejsce rzeczywiście piękne. A kropa niezmiennie dzielnie znosi drewno opałowe.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"