W ruch poszła znów dziś szosa. Kurde, jak ja tęskniłem za tą lekkością pod tyłkiem... :)
Ładnie się zrobiło. I nawet ciepło. Podobno. Bo przekonać się o tym nie za bardzo miałem jak, gdyż wyruszałem rano, gdy na termometrze było "plus zero" :) Dopiero podczas powrotu poczułem, że mogę na chwilę zdjąć rękawiczki, co oznaczało, że jest dobrze.
Dzionek zrobił mi pewien troglodyta. Jechałem sobie grzecznie przez Mosinę, gdy nagle poczułem, że wyprzedza mnie ktoś na gazetę. Nie na żaden szacowny gruby miesięcznik, ale na taką cieniutką "Gazetę Polską Codziennie", czyli tak, że mogłem paznokciem podrapać lusterko albo rzęsą umyć prawy reflektor. Oczywiście najpierw puściłem w świat przekaz werbalny, ale po chwili, gdy okazało się, że zapala się czerwone, miałem okazję na podjechanie do gazeciarza. Ten nawet mnie nie zauważył, więc musiałem zapukać i pokazać sprawdzony od dawna gest zbliżenia kciuka i palca wskazującego, mający sugerować szerokość wyprzedzania, a dla niektórych w podtekście jeszcze mieć przekaz tyczący się pewnych ukrytych kompleksów adresata.
Za kierownicą Polak w pigułce: twarz nalana, wąs sumiasty, mięsień piwny zdecydowanie wytrenowany. Brakowało mi tu jedynie flinty i kapelusza z piórkiem. Spojrzał, kiwnął głową. Sądziłem, że to przeprosiny, więc się wycofałem. Lecz po chwili zobaczyłem, że szybka się otwiera i już wiedziałem, że będzie ciekawie. Oto co usłyszałem:
- Chodnikiem!
Na chwilę mnie zamurowało, ale szybko zebrałem się w sobie:
- Co chodnikiem? - No chodnikiem się jeździ! - Słucham? - Rowerzyści mają chodniki, nie powinni się pchać na ulice! - A pan zna przepisy? Wie, że jest zakaz jazdy chodnikiem? Ma pan w ogóle uprawnienia do prowadzenia jakiegokolwiek pojazdu? - Ne! - No tak właśnie sądziłem, patrząc na pana jazdę...
Oj, chciałem jeszcze podyskutować na wysokim poziomie abstrakcji, ale zapaliło się zielone. Usłyszałem jeszcze tylko jednym uchem coś o tym, że nie wolno wyprzedzać z prawej, ale być może to, że prawo o ruchu drogowym zmieniło się dekadę temu w tym względzie też mogło szanownemu panu umknąć. I jak ten kraj ma być normalny? :)
Na odcinku Mosina - Żabinko można wezwać człowieka-zająca zamiast Batmana :) Lasy się powoli cywilizują. I dobrze :) Kącik ornitologiczny skromny - jedna dzierlatka (choć jest ona tak podobna do skowronka, że cholera wie, czy to ona): ...jeden mazurek-himalaista na samym czubku... ...oraz myszołów, z bardzo daleka. Reszta dystansu to dojazd do pracy. W końcu szosą!
Komentarze (12)
Lapec - no jest normalny, do tego zaczął pracować jeszcze zanim nadzór nad policją przejął PiS, więc zostały mu resztki przyzwoitości. Jedzie na tych kretynów równo :) Ładnie ująłeś mentalność tego typu dziadów, wcale bym się nie zdziwił, gdybym za jakiś czas znów miał z nim rozmowę w innych warunkach :)
Kolzwer - dzięki :) Oj, dinozaur to dobre określenie. Może prócz wąsa :)
W obecnych czasach odważnie się chwalić że się ma kolegę milicjanta ;))). Choćby on nawet najnormalniejszy był ;))).
Teraz Cię wywali na chodnik, w sobotę jak będzie z wnusią szedł nim - to do lasu, a w październiku jak będzie na grzybkach to nazot na ulicę, albo na chomika, bo to przecież to samo xD.
Mi podobnie jak Evicie chce się rowerem do lasu ehhh. Już niedługo ;).
BUS - czasem żałuję, że nie jeżdżę z kumplem, który jest policjantem. W kilka dni jego wydział miałby plan na mandaty zrobiony za cały miesiąc :) No ale on woli biegać, nie wie co dobre.
Evita - to naturalny kierunek rozwoju podczas poruszania się wśród rodaków :) Ja się dziwię, że ten kraj jeszcze się całkowicie nie rozjechał, bo tu mało kto potrafi jeździć czymkolwiek. Łącznie z wózkami dla bąbelków :)
Ojj, tęskno mi do takiego lasu ;] Ech, ja się coraz bardziej pyskata robię w ruchu ulicznym ;, ostatnio wiąchę rowerzyście posłałam, więc zataczam nienawistne kręgi :D
Trzeba było... obywatelsko ująć skurwiela po tekście, że nie ma uprawnień xD nic tak bardzo nie bnoli jebanego szeryfa jak zglebowanie go... w imieniu prawa.
DaruS - gest polecam, każdy zrozumie to, co mu w duszy (czy gdzie indziej) gra :) Taaa..., odpali, oczywiście... :)
Marecki - też bywam niegrzeczny, ale to zależy od pierwszej jego reakcji :) Dzięki :) Co do dzierlatki to zauważyłem ją tylko dlatego, że nagle pole zaczęło mi się ruszać. Ciężka sprawa z nimi.
O jak ja lubię sobie pogadać z różnego rodzaju jegomościami na drogach. Jest tylko różnica, ja nie jestem grzeczny :) Dzierlatek u siebie nie widuje, trzeba będzie w marcu na polu się porozglądać..Śuper foty pod światło..Czasem flary tworzą fajne klimaty.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"