Trafił się dzisiaj jeszcze jeden, ostatni póki co, wolny dzionek. Oj, przydał się.
Od rana bowiem świat przypominał coś między Syberią w wersji klasycznej a Australią w porze deszczowej. Dookoła śnieg, a na drogach plucha, z podejrzaną warstwą błota pośniegowego. Na rower tak dość średnio :)
Tak jak ostatnio postanowiłem więc najpierw pójść z Kropą na spacer. A w sumie poślizgać się w kierunku Dębiny. Tam świat wciąż piękny, i w sumie gdyby tam taki został, nie miałbym nic przeciw. Byle nie rozchodził się gdzieś dalej :)
Ptactwo szalało. Ale jak zwykle z kulturą. Tutaj na przykład raniuszek grzecznie czekał, aż się bogatka naje. Potem on, a w kolejce kolejna sikora. Natomiast kowalik, jak tylko on potrafi, stawał na głowie, żeby coś skonsumować :) A gdy zobaczyłem te tropy, już wiedziałem, co znajdę kawałek dalej... Oczywiście dziki. Ale schowane, spokojne, więc żeby ich nie niepokoić cyknąłem tylko szybką fotę komórką i się wycofałem. Na rower ruszyłem dużo później, lekko przed trzynastą, gdy drogi były z grubsza czarne, za to mokre. Ale przynajmniej dość ciepło jak na ostatnie dni. Wykonałem trasę zachodnią: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Z drogi uchwyciłem tylko kruki. Jechało się dość ciężko, bo wiatr, mimo że słaby, to nie chciał pomagać. No i aura się skopała - ostatnie dwadzieścia kilometrów pokonywałem w deszczu, który utrzymał się do końca dnia. Najgorsze jest to, że w nocy ma być znów blisko zera, więc toto pozamarza i może być ślisko. Na jutro więc nastawiam się maksymalnie na gluta (jeśli w ogóle), bo czasu przed pracą będzie niewiele.
Evita - jak mu zimno to niech idzie do noclegowni albo nawet gdzieś na klatkę... Wiadomo, że żal takich, ale na nocowanie w paśniku bym nie wpadł. Jak tam więcej takich żuli przebywa to się nie dziwię sarnom, że się nie pojawiają :)
Marecki - dziękuję, miałem wyjątkowe szczęście, że takie zebranie nastąpiło akurat gdy przyszedłem :) Te "moje" dziki też się zazwyczaj chowały na obszarze, gdzie ludzie nie mają wstępu, ale widocznie ostro je musiał głód zmobilizować do wędrówek.
Super ten raniuszkowo-sikorkowy kadr. W ogóole świetna przyrodnicza sesja Ci wyszła. Ja o ostatnio nie widuje dzików. Widzę szkody przez nie zrobione, ale samych sprawców już nie.
Trollu, dziś na moją potrzebę odpowiedziały osiedlowe ptaki - kilka zaświergoliło przed 6, kiedy wychodzę z Floresem ;) Ptaków w lesie ostatnio nie słyszę, a i paśnik dla saren zajął bezdomny, który sypia tam od kilku tygodni...
Lapec - na szczęście o szóstej jeszcze chrapałem :) Byle!
Evita - oj, ależ one śpiewają również zimą :) Jak się zatrzymasz w lesie nieopodal jakiegoś karmnika lub poidła i chwilę poczekasz, to usłyszysz jak fajnie dokazują te sikorowate i kosy :)
Meteor - plusem odwilży jest to, że likwiduje ona śnieg, więc ma swoje zasługi :)
Ależ Ty masz oko do ptaków - u mnie ciągle kaczki i kawki :) ale najbardziej mi tęskno do śpiewu ptaków - tego elementu animalnego mi bardzo zimą brakuje ;)
Meteor - bo zwierzaki wiedzą, co to kultura :) W całej Polsce ma być odwilżowy paskud... :/
Huann - no nie do końca, bo przecież inni, mimo że bogatsi, ładnie się dzielili :) Pogodowo to samo co w Poznaniu, wróciłem niedawno z Kropą z siku jak z toru narciarskiego.
Albarash89 - stary, wysłużony Nikon Coolpix P900, który dostałem jakiś czas temu na testy przed jego ostatecznym odejściem na cmentarzysko fotograficzne. Polubiliśmy się chyba. Lubię emerytów :)
Morał dziobny: kto wstaje jako raniuszek - ten będzie mieć najwyżej okruszek :(
Raport pogodowy z miasta Uć: od rana między 0, a pluch 1, a co do opadów to przelotny śnieg, więc co się podtopi - to znów dopada: walka stycznia z marcem.
O, jaka fajna kolejność dziobania i jak ładnie stoją w kolejce.
U nas jeszcze cały dzień trzymał mróz (choć z każdą godziną coraz mniejszy). W nocy dosypało śniegu, teraz znów pada... ale ma do rana przejść w deszcz.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"