Dzisiaj jednak się udało coś wykręcić, nawet w wersji full. Prognozy mówiły o opadach śniegu, na szczęście padał tylko deszcz, do tego w nocy. Nad ranem co prawda niebo było szare i paskudne, ale nic z niego już nie kapało i można było ponownie osiodłać Czarnucha. Tak też oczywiście zrobiłem.
Najfajniejsze było to, że nie musiałem - jak w przypadku dwunastek - wstawać skoro świt, tylko spokojnie odespałem swoje, z niemałym trudem się zwlokłem i dopiero myślałem o wyruszeniu. Jeszcze tydzień temu pewnie gniłbym już w robocie.
Było zimno, paskudnie i nijako. Nic nowego w tym roku :) Ważne jednak, iż jakieś tam kilosy wpadły.
Z fotek dzisiaj jedynie dwa napotkane na poznańskim Sypniewie żurawie, zaraz obok kasztanowej alei (martwią mnie oznaczenia na sporej części drzew, ale faktycznie, na zdrowe one nie wyglądają). Widoku martwej sarny i dzika oszczędzę. Zapewne kompletnym przypadkiem jest to, że trafiły pod koła akurat blisko miejsc, gdzie prowadzona jest wycinka, a zwierzęta tracą miejsca, w których do tej pory się mogły czuć bezpiecznie.
Skoro jesteśmy przy ludzkiej aktywności, to jak zwykle w Robakowie czekał na mnie - słyszalny mimo słuchawek w uszach - świński kwik. Bowiem pan świata wszelakiego, czyli człowiek, właśnie rozpakowywał kolejny transport śmierci do rzeźni marki Sokołów. Towarzyszyło temu radosne "hejaaaa" oraz gwizdy motywujące przywiezione tu z nie wiadomo skąd przerażone nogi, uszy, oczy i pyski do szybszego poderżnięcia gardła. W kolejce bowiem czekał już kolejny TIR, z którego wydobywały się jedynie mniej zaniepokojone dźwięki. A nad wszystkim unosił się śmierdzący dym z komina. Prawda, że człowiek brzmi dumnie? A jakie ma bogate doświadczenie w powyższym...
Żeby nie było tak smętnie, na koniec Kropa. Zdążyłem jeszcze z nią do weterynarza, a że pies miał przez ostatnie dni zakaz bawienia się kijkiem w obawie o gardło, co zniesione zostało bohatersko, dziś w ramach nagrody na chwilę mogła otworzyć paszczę na badyl w wersji mikro :) Co będzie jutro - cholera jedna wie. Znów zapowiadają paskudną pogodę, się okaże. Boję się, że kiedyś prognozy się jednak ziszczą :/
Komentarze (17)
Ja tam do kanibalizmu nic nie mam - mięcho to mięcho. Po prostu tego też nie jem :)
Wiem, sprawa Ewy Tylman pokazała, że selfiaczek z trupem nie jest wyjątkiem...
Kanibalistycznie, w klimatach zombi się zrobiło :D. Są w pracy płakać przecież nie będą. Tak w ramach ciekawostki mam kolegę który pracuje w zakładzie pogrzebowym - oni też się tam czasem uśmiechają, ale ciiii :)
Lapec - nie słyszałeś tego "hejaaa!". To brzmiało jak fajna zabawa. Zresztą jakim trzeba być zwyrolem, żeby pracować z rzeźni z własnej i nieprzymuszonej woli? Ciekaw jestem, czy gdyby jakieś plemię dzieliło sobie ludzi na tych do zjedzenia i na tych do głaskania to też byś nie widział w tym niczego dziwnego :) A zwierzęta cierpią tak samo jak my, a boją się nawet bardziej. Wolałbym nie widzieć i nie słyszeć, ale Sokołów zrobił sobie obóz śmierci na widoku, obok drogi i DDR-ki.
Roadrunner - oj tak, radochę miała przez chwilę :) Niestety węzły chłonne są wciąż lekko powiększone, na razie odstawiamy antybiotyk na jeden dzień, zobaczymy jak sytuacja.
Hejaaaa? A co mieli stać w garniakch i puszczać marsz pogrzebowy świniom przeznaczonym na ubój? xD. Niektóre zwierzęta trzyma się w domu i głaska, a niektóre się zjada. Życie, no chyba że się chce jeden transport śmierci uratować, to nic innym do tego, choć może to się wiązać z niezłym chlewem w domu :))))
Szybka śmierć? To chyba humanitarnie? Proponuje pogłaśniać muzykę przy Robakowie - Sokołów raczej się nie przebranżowi i nie zajmie się hodowlą jedwabników :P.
Cieszy mnie Twój optymizm :) Niestety ja też żyję w Polsce, więc mój jest ciut mniejszy. Ale jedno się zgadza - nie każde drzewo zostało oznaczone do wycinki, więc pieczę nad tym ma ktoś z mózgiem, zapewne. Z akcentem na zapewne :)
Moim zdaniem jedyne, co może w całości zagrozić alei to całkowite prawne zniesienie jej ochrony np. w związku ze złym stanem wszystkich drzew lub ich większości. Pomnik przyrody to jednak forma ochrony przyrody podobnie, jak np. rezerwat :)
DaruS - człowiek to największy szkodnik świata. Ma u mnie tylko dwa plusy: za wynalezienie roweru oraz udomowienie wilka/szakala. To drugie już z minusami za wynalezienie ras. A Kropa faktycznie czuje się lepiej, oby ten stan się utrzymał :)
Marecki - fakt, zima była wczoraj, ma być też jutro. Oby nie :) Choć pewnie będzie: oby tak :( Żurawi się nie spodziewałem, więc wziąłem tylko kompakt.
Huann - obyś miał rację :) W sumie jest nadzieja, bo Babki rządzą poza granicami Poznania, a w samym mieście lasy komunalne. Do nich nie mam większych zastrzeżeń, prócz tego, że za bardzo mi od roku cywilizują Dębinę, tworząc jakieś niepotrzebne ścieżki zachęcające niedzielniaków :)
@Trollking - Tobik macha łapą :) Taką aleją nie zajmują się raczej leśnicy, tylko zawodowi chirurdzy drzew, a to różnica taka, jak pomiędzy rzeźnikiem, a lekarzem :)
Gizmo - no zazdro... Chociaż jeden dzień fajny miałeś :)
Huann - mam nadzieję, że zrobią to jakoś z głową. Rozumiem, że jeśli drzewa są spróchniałe i zagrażają, to nie ma wyjścia, ale jakoś nie ufam naszym współczesnym leśnikom :) Zdrówka dla Tobika, pogłaszcz po łapie ode mnie :)
Kolzwer - czuła, tym bardziej, że badyl pękł na pół po maksymalnie minucie :) To drzewo zaraz za rowerem ma numer 16, a ze dwa kilometry dalej już jest 180 ileś. Nasadzenia pewnie będą, ale kiedy realnie zastąpią to, co teraz? Pewnie cały wiek trzeba będzie czekać.
Kropa jak widać z mikro wersji badyla też zadowolona, choć pewnie czuła, że coś jest nie tak. Po mimo cięć w zabytkowej alei i prawdopodobnie nowych nasadzeń na podobne efekty trzeba będzie poczekać kilkanaście lat, choć pnie po tym czasie z pewnością nie będą takie grube.
Aleja, skoro jest pomnikiem przyrody, nie powinna bardzo ucierpieć z powodu wycinki - w końcu cięcia w takich przypadkach robi się pod okiem konserwatora, a w miejsce wyciętych suchych pojawią się nowe, zdrowe nasadzenia. Tak przynajmniej powinno być w teorii ;)
Kropa z gardłową sprawą, a Tobik ma problem łap(ów)kowy - oczywiście jeszcze w starym roku przeciążył nie po raz pierwszy przednią łapę (tę po operacji sprzed blisko roku), co skutkuje już tygodniem bez lasu i w ogóle dalszych psacerów. Ale co się odwlecze, to jednak znaczy ma rękę i nogę - a więc zdrówka dla naszych czworonogów!
Dla odmiany u nas ciepło i total bezwietrznie, aż nie chce się zapier$#&%! - tylko dostojnie! Takie dni to Ja rozumiem, poproszę więcej. Niestety od jutra ujnia wraca :(
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"