W końcu udało się wyspać. Jak na moje niedziele mogą być codziennie :)
Tyle z rzeczy optymistycznych. Z tych codziennych: wiało. To, że mocno, to pół biedy. Ale że tylko przez kilka kilometrów z pięciu dych w plecy, już było biedą pełną. Błeee. Średniej dziś nawet nie zamierzam komentować.
Trasę stanowiło "odwrotne kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Relive? Chętnie. Ale jakoś mu się nie chce powstać.
Widok bez drzew z odcinka Stęszew - Dymaczewo ciągle mnie mentalnie masakruje. I choć niebo widać teraz w pełnej krasie, zdecydowanie wolałem ostry cień... konarów. Kawałek dalej: niedziela w pełni. Na dłużej zatrzymałem się dziś w... Luboniu. Ha. To musi oznaczać COŚ, jak wiadomo :) Postanowiłem przysiąść sobie bliżej na ławeczce pana Edmunda Bojanowskiego. To jakiś popularyzator katolickiej nauki z XIX wieku, założyciel ochronek prowadzonych przez zakonnice. Brzmi poważnie, więc postanowiłem pana trochę ucyklizować. Jemu akurat kask średnio pasował... ...ale już wpatrzonemu w niego młodziakowi jak najbardziej :) To jeszcze nie koniec lubońskich atrakcji. Oto... nie, nie pomnik ku czci macicy :) To... Znicz Pamięci Pokoju. To ten... tego... Pochwalony :) A po południu wpadło dziesięć kilometrów rodzinnego spaceru po Wielkopolskim Parku Narodowym. Wybraliśmy mniej popularne odcinki (Wiry, Łęczyca, kawałek Puszczykowa), ale momentami nie dało się uniknąć tłumów. Na szczęście zna się boczne szlaki :) Był i boogeyman, wersja PL :) ...ale oczywiście najciekawsze są zwierzaki. Dziś niestety średnio z nimi było. Gdzieś głęboko w lesie ukrywały się skutecznie łanie... ...łatwiej było ze "stacjonarnymi" kózkami i owcami. No i jeszcze motyle. Ponownie latolistek cytrynek w zielsku... ...oraz widziana przeze mnie po raz pierwszy w tym roku rusałka pawik. Przepiękna.
Komentarze (13)
Też za komarami nie przepadam... Chyba mają mało zwolenników tak generalnie :)
Starałem się zmiękczyć wizerunek owych pomników :)
Szosa ma swoje zdecydowane plusy (prędkości), ale i minusy (lodówki się na niej nie przewiezie) :) Najlepiej mieć kilka rowerów z różnych kategorii, można wybierać względem nastroju. Miło, że foty się podobały :)
Sam chciał bym mieć taką średnią prędkość, ale na trekkingu z sakwami nieosiągalna nawet w bezwietrzny dzień :)) Szosy testowałem kilka razy na dłuższych pętelkach (dwa i trzy lata temu Mobilne Centrum Testowe Meridy i znajomości, żeby można było dłużej pojeździć :) ). Fajnie się pomyka, jednak dla mnie zbyt drastycznie musiał bym się pozbyć większości wyjazdowego ekwipunku. Zdjęciowo jak zawsze ciekawie, szczególnie podoba mi się seria zdjęć z WPN.
Niestety cały tydzień ma być wyjątkowo wietrzny. fajne zdjęcia z kaskiem i pomnikiem. Zdecydowanie ciekawsze fotki robisz gdy zasuwasz nieco wolniej, lub własnie ze spacerów :)
Ciekawe fotoreportażominium ;) Faunowo i florowo jestem rada ;)
Ostatnio stale zaopatruję się w apki typu: BirdNet, PlantNet i latam, focę, nagrywam, żeby skumać, co w jakiej trawie piszczy ;) Przydatne i rozwijające ;)
Niestety zaglądam niemal codziennie, bo Luboń graniczy z południem Poznania, gdzie mieszkam :) Chyba wymieniłem już wszystkie atrakcje: obóz koncentracyjny, galerię handlową, koszmarne DDR-ki, dziwnych kierowców, macicowe menhiry... :) Wspomniany przez Ciebie świąteczny Ku Klux Klan już od dwóch lat jest niewystawiany, a szkoda :(
Poszukałem w temacie pomnika. Masz rację: "ławeczka przechodzi płynnie w zjeżdżalnię". Grubo :) Co muszę przyznać: nieźle jest to wykonane, prócz może owego jęzora.
piękne tam macie rzeczy w tym Luboniu:))) Na Twoim miejscu zaglądałabym częściej, zanim rycerz Ku Klux Klanu znowu będzie dostępny miałbyś codzienną porcję atrakcji foto dla swoich czytelników. Rozważ:))) A w międzyczasie oświeć mnie proszę, pomnik pana jest w pakiecie ze zjeżdżalnią? Ki czort ten jęzor?
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"