Dzisiejsze rowerowanie niewiele różniło się od wczorajszego - było za gorąco i za wietrznie. To drugie byłoby nawet ok, gdyby nie dmuchało ciepłym powietrzem - w wyniku tego byłem całkowicie zmasakrowany. Nie jest to mój klimat, zdecydowanie. Walki nie było.
Skoro wspomniane szlaki, to nie mogło zabraknąć klasycznego widoku na Wielkopolski Park Narodowy z wysokości Rosnowa.
Miałem szczęście, bo znów hen, hen, wysoko szybował myszołów.
Natomiast w Palędziu spotkałem młode bociany, ewidentnie szykujące się do roli zombie w jakimś horrorze :)
A w Plewiskach okazało się, że nawet czekanie na czerwonym może być ciekawe. Pod warunkiem, że pod dachem domu obok ujrzy się drącego dzioba mazurka. Po chwili został uciszony przez panią mazurkową :)
Oto dowód na to, że mrozu nie było. Temperatura otoczenia była momentami równa tej wewnątrz mnie :) Za to na jutro zapowiadane są deszcze, więc nie wiem, czy się uda pokręcić. Ot, rodzime realia - jak nie urok...
Po południu na wybory - o dziwo sprawnie poszło. Brawa dla komisji, która sprawnie wychwytywała ludzi "po ulicach", dzięki czemu nie musieliśmy czekać w kolejce. Tym razem nie oddałem głosu kreśląc pentagramik - za duże ryzyko, że ktoś go nie uzna, choć jest zgodny z prawem.
Wpadła jeszcze Dębina. Oto dzisiejsze łupy. Na pierwszy rzut... komar :)
W końcu udało mi się w miarę przyzwoicie uchwycić czaplę siwą, która mieszka od dawna w "moim" lesie. Jest jeszcze druga, ale dziś gdzieś poleciała. Lepsza jedna niż żadna. W nagrodę otrzymała darmową sesję, w różnych pozach.
Po raz pierwszy widziałem też taką ławicę. Trochę to niepokojące, bo nie jest naturalne takie zachowanie, ale mam nadzieję, że martwię się niepotrzebnie.
Był i Dębilnello. Znów spojrzał, widocznie poznał, bo wrócił spokojnie do leżakowania :)
Na koniec przypomnienie o czymś, co przez wybory schodzi na dalszy plan, czyli o obchodach czerwcowego robotniczego zrywu w Poznaniu w roku 1956, gdy władza strzelała do bezbronnych ludzi. Trzeba o nich pamiętać - wyszli z domów z hasłami walki o lepsze życie, a część nie wróciła. Jest mi to o tyle bliskie, że zakłady Cegielskiego mijam niemal codziennie jadąc do pracy, a tam zaczął się ów pierwszy w dziejach PRL prawdziwy protest.
Ja nigdy nie lubiłem lata. Fajna jest wiosna od kwietnia do maja, bo świat kwitnie, oraz jesień wrześniowo-październikowa. Niestety ta druga smutniejsza, bo na horyzoncie czuć już listopad, grudzień itp.
Evita - nie da rady, bo trzeba jakieś dziwne przedmioty zaliczać, typu matma, chemia i inne... Brr :) Jako humanista mogę ewentualnie pozostać na etapie amatorskiego łażenia po lasach i łąkach :)
Marecki - sprawdzony model, jak każda Sigma mający swoje wady, ale dobrych alternatyw brak :) Ma plusa za wytrzymałość w temacie mojej "spadalności" :) Dziękuję, ta czapla wyjątkowo cierpliwa była, ale zapewne wiedziała, że bajorka piechotą nie pokonam, żeby coś od niej chcieć :)
Lapec - jest to jakieś wyjście, ale jak się jest nałogowcem, to nie ma zmiłuj :) Kiedyś ustaliliśmy kompromis: 20 stopni przez calutki rok i jest gites :) Dzięki, też wolałbym nie padać. Za to dziś padał... deszcz :) No i ja również mam wzięcie u komarzyc :)
Taki trochę do bani ten klimat umiarkowany. Mieliśmy może ze trzy dni gdzie temperatura była no powiedzmy - przyjemna. Choć do 50*C (w słonku) nawet się nie zbliżyło. Ja rok w rok powtarzam że jak jest zima (a zimna nienawidzę) to nie jeżdżę ... i nie marudzę :). Ot taki sprytny jestem ;].
Trzymam kciuki jednak mega mocno o Twoją zawziętość i mam nadzieję że tam kiedyś nie padniesz na trasie, bo czytać nie będę co miał :P
Pochwaliłem się ciepłoodpornością więc napomnę też o mojej drugiej super-mocy. Potwierdzam, samice komarów już na mnie lecą XDDD. Komary i kleszcze to ciemna strona lata :D
Mam identyczny licznik :) Ogromne brawa za ustrzelenie czapli, bydle płochliwe. Jednak dla mnie wygrywa dziś mina sfochowanego żółwia. A wybory jak to wybory, najwazniejsze że zagłosowane.
Podobuje mnie się zdjęcie komara, choć drapię się po jego krewnych niezmiernie od kilku dni %^%&%((**%&%!!! Zostań botanikiem, biologiem, ornitologiem etc. ;) Przynajmniej na pół etatu ;)
Jest o przynajmniej 36* za dużo. :) Na szczęście już nawet w Jeleniej upały są łagodniejsze a powietrze nie tak gęste jak na nizinach. Jeszcze lepiej jest na dużych wysokościach, ino jak tam teraz dojechać?? :)
Ale nawet upał ma plusy: z powodu gorąca większość ludzi głosowała w sandałach bez skarpet (tym razem nawet ja!) - czyli, niejako, głosowali na bosaka, hehe. ;)))
Gizmo - oj, panie "dobra baletnica", życzę Ci, żebyś kiedyś miał okazję odczuć to, co ja, gdy przy 30 stopniach łeb paruje, mózg chce wyjść na zewnątrz, a każdy ruch to mordęga. Lubisz upały? Spoko, od tego są ciepłe kraje na wakacjach. Uświadom sobie, że żyjemy w klimacie umiarkowanym i do takiego mamy dostosowane organizmy. Jeśli dobrze tolerujesz gorąco to zazdroszczę, ja nie. Tak samo jak ci, dla których stanowi to nawet zagrożenie życia. Więc... te pięć więcej życzę Ci na wspomnianych wakacjach, nie tu :)
Grigor - dzięki, również za znalezienie tego pluskwiaka :) Witam w gronie ludzi od normalnych warunków pogodowych :)
Oj przesadzasz, to są w końcu dobre warunki. Mogłoby być jeszcze tak z 5 stopni więcej, mi tam gorąc nie przeszkadza. Złej baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"