Ostatni dzień miesiąca, a zarówno ostatni dzień przyzwoitej pogody. Od jutra deszcze, wiatry, zimno, takie tam. Majówka :) No ale chyba w aktualnej sytuacji to najlepsze, co może być. Choć grillowce i tak na bank znajdą jakiś sposób i moment, żeby zasmrodzić parki i lasy. Przynajmniej te, przy których jest łatwo zaparkować.
Dzisiaj szosowałem, ale kompletnie bez spiny, celebrując ostatnie dni, gdy mogłem się wyspać i ruszyć bez pośpiechu. A że wiało niby ze wschodu, a de facto zewsząd, to tym bardziej mi się ambitnym być nie chciało :)
Trasa to południowa "pętelka szubieniczna": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Mosina - Łęczyca - Luboń - Poznań. Ruch już klasyczny, czyli masakryczny. Jakoś szybko ten koronawirus zniknął. Ale na jednych z miliarda lubońskich czerwonych świateł przyuważyłem tablicę tym bardziej pocieszającą: Mam nadzieję, że to oznacza, iż są zaawansowane plany zakładające zrównanie Lubonia z ziemią i postawienie w jego miejscu czegoś przydatnego :) Na przykład lasu.
A właśnie - na odcinku pomiędzy Żabnem a Baranowem, gdy jechałem sobie spokojnie 30 km/h na godzinę, zauważyłem na bocznej ścieżynce, że kibicowały mi dwie dorodne łanie jelenia (a to kawał zwierza, nie sarenki). Oczywiście dałem po hamulcach, ale zanim wyjąłem aparat, już było dawno po zdjęciu - oczywiście płochliwe czworonogi przestraszyły się człowieka. I słusznie. Pozostało jedynie zrobić fotkę tego miejsca. Jeszcze kilka zdjęć ze spaceru - zaliczyliśmy dziś minimalny kawałek WPN-u w Łęczycy i lubońskie Żabie Doły. Choć na moje te doły są Kacze, ale chyba pierwsza wersja jest prawidłowa. Na początek tyłek uciekającego dzika. Niestety, tylko tyle się udało uwiecznić. No nie miałem dziś szczęścia ;)
Ależ widzę taki świat praktycznie każdego dnia, i to we własnym (bez hipoteki ;p ) oknie - na grzbiecie Karkonoszy (świat, nie okno). ^-^ Brak drzew w niektórych strefach świata to także 100-procentowa natura, co dowodzi, że bez drzew da się żyć. :)
Lapec - ależ śmiało, daję Ci zgodę na używanie zdjęć Kropy na powitałki, zrzekając się praw autorskich :) Akurat mój szablon bloga w ogóle nie pasuje do takiej aktywności, bo zdjęcie byłoby sporo niżej niż podsumowanie wyjazdu. Poza tym uważam "WITAM" za Twój patent i nie zamierzam go kserować bez pytania. Podkreślam, że ja nie zamierzam :)
W proporcji 1000:1? ;) Sugeruję życie w leśnej ziemiance, to by było adekwatne.
Wyobraź sobie, że de facto mamy niezły kompromis: przybywa dróg, fabryk i osiedli, a jednocześnie przybywa lasów (i to netto!). Wystarczy trochę obiektywnych danych, zamiast propagandowej histerii nad każdą jedną wycinką...
Malarz - bacznie, ale na luzie. Nawet spojrzeli na siebie z Kropą i każdy grzecznie poszedł w swoją stronę. To znaczy pies poszedł, łabędź jak siedział, tak siedział :)
Mors - nie, bo korytarz by został. Jedna droga bez DDR-ek by załatwiła temat :)
Huann - ano to lubońskie zakłady Lubanta. Beton, jakieś tam pierdółki. Firma wciąż żyje, nawet na stronie wygląda całkiem całkiem, gorzej z realiami, jak widać :)
Ania - dokładnie, dlatego po lesie wolę spacerować niż jeździć. Mniejsza szansa, że coś mi umknie :)
Grigor - muflony zostały na Dziewiczej Górze :p
Eliza - i to tylny kawałek :)
Marecki - oj, gdyby nie to, że aparat się musiał odpalić, może bym miał coś więcej na zdjęciu niż cztery litery - dzięki :) Jak na moje niech pada co noc, nawet całą, potem niech przestaje. I tak w kółko :)
Dzisiaj również dla nas zwierzynka była nieuchwytna, a spotkaliśmy jelenie i Grzesiek widział dziki (ja jakimś cudem ich nie zauważyłam). Dobrze, że podczas spacerów można załapać się na piękne okazy :).
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"