Gdy
pies obudził mnie o 5:40 rano, sugerując, że chwilowo już sobie
nie pośpię, bo czworonóg ma do załatwienia bardzo pilną potrzebę, wiedziałem już,
że ten dzień normalny nie będzie. Się nie pomyliłem – bowiem
po solidnym odespaniu, do kawy i śniadania dostałem mało apetyczny
widok duetu ministerialno-premierowskiego. Dowiedziałem się od
niego, że mamy codziennie trzy razy więcej zakażeń niż w
momencie rozpoczęcia gospodarczej kwarantanny, ludziom na ulicach widać tylko oczy znad maseczek (i tak ma zostać jeszcze długo), więc od
poniedziałku… prawdopodobnie w większości wracamy do pracy.
Logika? A co tam, są ważniejsze rzeczy – wpływy do kasy państwa,
żeby jakoś dalej ciułać z tym – podobno takim genialnym –
budżetem. No nic, jak trzeba będzie to trzeba będzie, najbardziej
ucierpi wspomniana na początku Kropa, bo skończą się codzienne
spacerki (Żona też zapewne będzie musiała wrócić do biura). A u
mnie istnieje nawet ryzyko dyżurów 10-12 godzinnych, a co za tym
idzie może być ciężko z jakimkolwiek wyjściem na rower :/
Musiałem
odreagować. Skorzystałem z ryzyka opadów (finalnie nie widziałem
ani kropli deszczu) i wybrałem się dziś w drogę Czarnuchem. Wiało
z północnego-wschodu, więc w głowie zrodził mi się pomysł
odwiedzenia (w końcu) ”słynnej” Dziewiczej Góry, do której
zabierałem się zawsze jak pies do jeża. W sumie była to jedna z
ostatnich okazji w najbliższym czasie, żeby to zrobić – przy
zwykłym cyklu dnia pewnie zabrałbym się za to może jakoś w
grudniu. Przyszłego roku :)
Oto cel, z wysokości drogi między Koziegłowami a Czerwonakiem. Co tu
dużo pisać – podobało mi się, mimo że to kurdupel :) Dojazd do Dziewiczej Bazy
miałem już opanowany z pozycji szosy (kiedyś oprowadził mnie po
niej Kamil)... ...ale już sam wjazd na górę był lekką zagadką. Nie
kombinowałem, tylko wybrałem najkrótszą wersję podjazdu, i chyba
(choć pewny nie jestem) był to ”killer”. Fajny :) Wieża
robi wrażenie, ale oczywiście była zamknięta – sorry, takie
mamy czasy. Ale przynajmniej hasło #zdrowiejwlesie ma sens :) Pozwiedzałem sobie tylko jej podnóże i poczytałem
tablice informacyjne. Zjazdu
dokonałem (znów: chyba) głównym traktem – tu już nie było
korzeni i piachu, ale miliard kamyków. Niefajnych. Pozdrowiłem
jednego rowerzystę na mtb i wspinającą się, częściowo na
piechotę, na czymś pomiędzy szosą a gravelem niewiastę
(wyraziłem współczucie), po czym… lekko się pogubiłem w lesie
:) Jakoś się udało wydostać na drogę dojazdową, raz jeszcze
podjechałem do bazy i opuściłem okolicę. Z uśmiechem na ryju.
Oczywiście już wtedy ponownie przykrytym kominem.
Cała
trasa to: Dębiec – Wartostrada – Chemiczna – Gdyńska –
Koziegłowy – Kicin – Czerwonak – Dziewicza Góra – Czerwonak
– Owińska – próba skrętu ta Annowo, ale bruk mnie zniechęcił,
więc nawrotka – Czerwonak – Koziegłowy – Gdyńska –
Chemiczna – Wartostrada – dom. TUTAJ Relive.
Aktualnie
jazda w stronę Poznania przez Koziegłowy to koszmar, ale sądziłem,
że będzie gorzej. Nie ma jednak poszerzenia drogi bez ofiar, więc
rozumiem :) Ptaków dziś nie "upolowałem", więc jedynie zamiennik :)
Komentarze (32)
I na tym skończmy, bo mam wrażenie, że "na temat" to my chyba nigdy nie pogadamy :)
Było nie wyskakiwać, jakobym hejtował JG, skoro sam jednak też hejtujesz (choć chwilami się wypierasz - to od poziomu cukru Ci tak skacze, czy od czego? ;D ). Poza tym Twój wpis i mój pierwszy komentarz nie dotyczył porównania mieszkańców JG i P-nia, tylko walorów turystycznych - całe te Twoje mataczenie było nie na temat. :)
No ręce opadają. Przeczytaj sobie swój komentarz, ale jeśli Ci się nie chce, to sam wypunktuję i potwierdzę większość tego, co zawsze pisałem:
1. lubię Jelenią, co nie znaczy, że nie widzę jej wad, których jest sporo. Pisałem o nich i pisał będę; 2. Poznań jest lepszym miejscem do życia niż Jelenia. W innym przypadku mieszkałbym na stałe w JG; 3. ludzkości jako zjawiska nie lubię. To największy szkodnik świata. Szanuję za to jednostki (czasem tworzące dość obszerne grupy), które potrafią docenić i uszanować przyrodę; 4. Ukraińcy w Polsce to jak Polacy na zachodzie - niestety w sporym procencie tu i tu trafiał zły sort. Moje ostatnie (sprzed pandemii) doświadczenia mówiły, że zostały w kraju osoby, które potrafiły się dostosować, nauczyć języka - dla nich brawo. Nie zmienia to faktu, że pierwsze rzuty to była masarka. Ukraińców, jak i Polaków, tu i tu. 5. Jeszcze coś? :)
Chociażby tutaj, przed chwilą niemalże: "po pierwsze jak już to ja generalnie "hejtuję" ludzkość jako całość za wszystkie jej wady" Oczywiście już nie pamiętasz własnych słów i jak zawsze nie widzisz, jak notorycznie sobie zaprzeczasz. - generalnie, czyli ogólnie, a po chwili potwierdzasz, że jednak w Jeleniej jest gorzej niż np. w P-niu. :) Potwierdzałeś to już wcześniej wielokrotnie, ale jak chwilowo Ci pasuje zaprzeczyć, to klasycznie mataczysz o "hejcie generalnym". I tak w kółko... Podobnie z hejtem na Ukraińców i setką innych tematów. Byłbyś wybitnym politykiem. ;)
A gdzie ja tu napisałem, że nie podtrzymuję swojego zdania co do patologii w Jeleniej? Jest jej tam za dużo - w większych miastach ona się jakoś rozmywa, tam jest bardziej widoczna. Więc czego się wypieram?
Nie wiem, jak mam się ustosunkować logicznie do "zarzutu", że studiowałem, zwiedzałem Polskę, a w końcu znalazłem fajne miejsce do zamieszkania. A w tym miejscu się ustatkowałem. Naprawdę chcesz iść w taką wyliczankę co komu i jak wyszło w życiu? :)
Darujmy sobie, bo BS to raczej nie miejsce do wycieczek osobistych. Nie chciałbym za daleko polecieć w temacie :)
Po raz kolejny powtarzam - byłem zachwycony walorami geograficzno-turystycznymi. I niezmiennie jestem. Ty natomiast od początku straszyłeś mnie tubylczą ludnością :) i w tym jednym można Ci przyznać rację, tyle tylko, że akurat tego się teraz wypierasz xDDD (skądinąd jak zawsze wszystkiego). Cały Ty.
No to tak samo jak ja, masz swoje dwa światy, rodzinny i obecny. Różnice: - ja się przeprowadziłem niemłodo, ale na swoje. A Ty - prawie 20 lat wcześniej, w dodatku 1 rok starszy jesteś, i co? ;) - ja się przeprowadziłem z mało atrakcyjnych rowerowo terenów na wybitnie atrakcyjne, a Ty - odwrotnie (i jeszcze się cieszysz). Czego jeszcze nie rozumiesz - bo prościej już nie potrafię..
Świrowanie to jak już platoniczny zachwyt do miasta, a po przeprowadzce krytykowanie go na każdym kroku :)
Widzisz, panie Mors, ludzie mają to do siebie, że chcą poznawać świat. Ja weń ruszyłem (głównie w wersji rodzimej) wtedy, kiedy czas na to był najlepszy, czyli jako gówniarz, a nie "dwa razy" później. Dzięki temu mam jakieś podstawy do wydawania opinii i porównań. Oczywiście Tobie nikt tego nie broni, ale moje wynikają z empirii. Jelenią zawsze będę cenił, bo jestem z tym miastem związany, ale poznałem też inne, lepsze do życia miejsca, takie jak Poznań. Jednocześnie nie zapominam o "korzeniach", bo gdy jadę w Sudety to nie tylko mam się gdzie zatrzymać, ale też z kimś się spotkać, pogadać, pośmiać. Bez hejtu.
Yhm, tak doceniasz, że zwiałeś stąd jak tylko uzyskałeś pełnoletność (i ukończyłeś średnią szkołę). ;D;D I wielokrotnie potwierdzałeś to, chociażby gdy mnie straszyłeś Jelenią Dziurą, więc nie świruj. :)
Jurek - aktualnie wszyscy jesteśmy teoretykami nowej sytuacji. To działanie na żywym organizmie. A nawet częściowo martwym :)
JPbike - faktycznie, jest tam co robić :)
Mors - po pierwsze jak już to ja generalnie "hejtuję" ludzkość jako całość za wszystkie jej wady, a po drugie doceniam i WLKP i Sudety. Nie deprecjonując żadnego/żadnej z nich, a - jak sądzę - wręcz ukazując fajność jednego i drugiego. Tym się różnimy. I miliardem innych rzeczy :)
T-king: ale Ty też hejtujesz JG (w sensie jeleniogórzan...), więc mi nie wymawiaj. ;ppp Poza tym ja doceniam jej walory geograficzno-turystyczne niezmiennie, a Ty jednak bardziej wolisz "walory" Wielkopolski xDD Tak więc motyw ze "stryjkiem" podtrzymuję. ;p
Najwięcej "cennych" rad na temat gospodarki , ekonomomi, walki z epidemią mają jak zawsze teoretycy. Wałczący z problemami globalnymi , eksperci ! Artyści, celebryci, dziennikarze oraz posiadacze cennych rad. Dzisiaj "walczący na pierwszej linii" czyli zdalnie !
Jestem ciekaw jak zareagują owi "mędrcy" kiedy "wakacje" koronawirusowe potrwają jeszcze trochę a nam przyjdzie się ustawić w ogonek po darmową zupę ?
No BUS ma rację - to nie jest killer. Killer jest z lekka po prawej stronie od tego podjazdu, którym jechałeś. Killer jest o wiele bardziej wymagający i nie wybacza błędów. Te korzenie, uskoki, piach i stromizna - to nie dla ciot! Ja podjechałem haha haha haaaa hahaha hahahhaahhahahahah itd.
Mors - nie tyle zamienił, ile poszerzył "swój" obszar zamieszkania, do tego potrafi go docenić, nie tak jak "niektórzy", najpierw piejący peany na temat miejsca do przeprowadzki, bo po roku go hejtować :)
Roadrunner - a zapraszam, zapraszam :) Tam faktycznie jest kawałek świetnej DDR-ki, szkoda tylko że wcześniej straszy kostka...
Huann - chyba już nigdzie nie ma dziewic :) Tak, temat maskowania się z jedzeniem jest arcyciekawy - niby osoby, które nie mogą nosić maseczki nie muszą tego robić, ale z drugiej strony nie muszą jeść na dworze, więc... :)
Eliza - dobre podsumowanie. Niestety :/ Rowery miejskie MOŻE ruszą za dwa tygodnie, i w sumie bym rozumiał tę zwłokę, gdyby ktoś wpadł na pomysł W KOŃCU zakazania używania hulajnóg przez ten sam okres. Ale to przecież również "logiczne" :)
Marecki - dzięki, w końcu tam zawitałem, bo po pierwsze najczęściej jeżdżę w te okolice szosą, a po drugie jak mam całe miasto pokonać, to wolę jechać w teren do WPN-u. Metallica ostatnio całkiem ostre albumy nagrywała, więc tym bardziej bym nie zgodził się na porównanie jej z rządzącymi :)
Malarz - a faktycznie, choć jeszcze sporo brakuje :) Cóż, specyficzny mamy czas, dziwne rekordy lecą :)
BUS - a widzisz, czyli jednak nie. Za łatwy mi się na killera wydawał :) Dzięki, zapamiętam na kolejny wypad, już bardziej zaplanowany - kiedyś :)
Kamil - obiecałem, że w końcu się zmobilizuję :) Ale dziś poszło na żywca, już jadąc stwierdziłem, że jednak się pokuszę, bo myślałem też o opcji Biedruska. Nie miałem czasu analizować Stravy, a nie chciałem Ci w pracy przeszkadzać. Nie narzekam - fajnie było, zaliczone :)
Ale w sumie się dziwie, że nie spojrzałeś na moje ślady na stravie, jak jeździłem tam przynajmniej raz w tygodniu. Pojechałbyś ciekawszymi ścieżkami, bez błądzenia. Albo trzeba było dzwonić, gdzie masz skręcić!
To nie jest killer. To nie licząc podjazdu samochodowego i niebieskiego szlaku pieszego prowadzącego od szlaku Duzy Pierścień Rowerowy - najłatwiejszy wariant. Kiedyś widziałem jak gość podjechał to... na składaku, który ważył... ponad 30 kg ;P mordę miał jakby miał umrzeć ale podjechał xD Nieco trudniejszy odbija od niego na lewo, że wyskoczysz przy ławkach pod samą wieżę. Jest nieuczęszczany przez łażące bydło i naturalniejszy. Dużo trudniejszy to żółty szlak pieszy prowadzący od Kicina. Popierdolony bo dużo zmian kierunków ale mega doły z korzeniami są extra - tego polecam najbardziej na podjazd i zjazd.
killer to czerwony szlak pieszy, trudność podjechania jego polega na korzeniach, głębokich piaskach i "schodach". Trzeba go jechać mega zygzakiem aby go podjechać no i na ciężkich przełożeniach. Jakakolwiek próba zrobienia tego na lajcie skończy się wheelie.
No i to mi się podoba, o to chodzi :) dziewicza to ja zazwyczaj widuje u Ani i Grzesia, miło popatrzeć na wzniesienie z perspektywy innego bloga. Logika rządzących skończyła się niczym Metallica, na kill Em All, reszta to komercha..
No i grozi odwodnienie na rowerze, bo przy niemożliwości picia przez maskę, gdy nie ma lasu (by maskę zdjąć i się napić), można to legalnie zrobić dopiero po powrocie do domu. Chyba, że np. wcześniej się padnie z braku wody :)
Cukrzycy też się pewnie cieszą, że nim wrócą do domu - grozi im spadek cukru do poziomu zagrażającego życiu ;)
W każdym razie tak wynika z oświadczenia GIS w/s możliwości spożywania posiłków na świeżym powietrzu, które to niniejszem zabronionem jest!
tia... tłumy w zamkniętych i klimatyzowanych galeriach handlowych OK, ale usiąść na ławce NA POWIETRZU - stanowczo nie. Rower miejski nadal w areszcie. Możesz kupić lody na wynos, ale nie możesz ich zjeść gdyż musisz mieć maskę. Nie szukaj logiki bo nie znajdziesz :((
Ta Góra, to nie licząc wieży faktycznie całkiem Dziewicza. Przy okazji przypomniał mi się geograficzny suchar o tym, że na Wyspach Dziewiczych nie ma dziewic - podobnie jak na Wyspach Kanaryjskich nie ma... dziewic :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"