Doczekaliśmy się czasów, podczas których wszyscy jesteśmy ninjami. A jak nie jesteśmy, to mandacik :) W sumie mi to nie przeszkadza - ma to o tyle sensu, że mniej kichamy i prychamy na innych. Pytanie się tylko rodzi - nie można było tak od razu, zamiast wprowadzać debilne zakazy wchodzenia do lasów? Pewnie nie, bo do tego trzeba by było użyć mózgu lub zapytać ekspertów - niepopularne w pewnych kręgach.
Na zakupy i z psem używam maseczki, na rowerze nie zamierzam - na szczęście jestem posiadaczem dwóch kominów bawełnianych, które idealnie robią robotę. Da się w nich oddychać, poza miastem można trochę poluzować wysokość - fajna rzecz, polecam. I jak się okazało są akceptowalne, bo wyprzedził mnie dziś radiowóz, panowie tylko zerknęli czy ryj mam zasłonięty i pojechali dalej. Tym bardziej jestem za taką wersją "represji". Aha, przy okazji - wciąż czekamy, co tam nam zmajstrują na górze, ale póki co cisza. Podobno ma być luźniej - oby.
Dzisiaj znów mocno wiało, ale za to zrobiło się znacznie cieplej. Oczywiście to nie przypadek, bo po co zasłaniać twarze jak jest chłodno, gdy można jak jest ciepło? :) Pętelkę zrobiłem dziś zachodnią, z Więckowicami (remont tam trwa, masakra) i Dopiewem w pakiecie. Powoli, jak to przy załatwianiu Krótkiej Higieny Życia Psychicznego bywa.
Znak wydawał mi się dość symboliczny - jeśli patrzeć na niego szerzej. Zmniejszenie dystansu może być aktualnie niebezpieczne, więc trzeba przed nim ostrzegać :) W aktualnej sytuacji nawet selfika można sobie trzasnąć, bez obaw o identyfikację - bo po stroju jest ona raczej niemożliwa :) No i najważniejsze odkrycie dzisiejszego dnia - w końcu udało się przyuważyć pierwszego tego roku bociana, w Palędziu. Niestety, średnio chciał współpracować w temacie zdjęć - od strony, gdzie światło było ok raczył pokazać jedynie kuper. Po południu zaś czas na spacer. Postanowiłem jednak mimo wszystko wstrzymać się z Dębiną - licho nie śpi, a skoro podobno lasy mają być "uwolnione" to jeszcze się tam nachodzimy. A poza tym polubiłem ten stary (ostatnie groby są z czasów II Wojny Światowej), zapomniany cmentarz przy Samotnej. Przy okazji przyuważyłem arcyciekawy nagrobek - oj, takiej ufności chyba trzeba gratulować. Choć nie wiem, czy to dobre określenie. Na koniec motyl, którego kompletnie nie kojarzyłem. Po żmudnych poszukiwaniach odnalazłem - to przestrojnik trawnik.
T-rek(s) dobrze że grzecznie stał oparty o słupek bo jak by ruszył ... to by miał idealny "parking" :D
Z tym bocianem to mi się Seksmisja ponownie kojarzy "Patrz! Bocian, skoro on żyje to my też możemy" :). Choć z tą szczepionką by było raczej łatwiej ;)
Jakbym tęsknił za Ceaușescu, to bym sobie zamontował na ryju logo Konfederacji albo PiS-u :) A te kolorki też mnie zastanawiały od dawna - ale zakupionego iks lat temu kominowi z Deca - po znacznej zniżce - we flagę się nie zagląda :)
Bo "zamaskowywanie" się wzajemnie dzisiaj to raczej dbanie o zdrowie innych niż swoje. A dobrze pojęta solidarność w tej konkurencji wyjdzie i nam na zdrowie. Czego wszystkim życzę ! :-)
Jurek - dojrzewać to my teraz będziemy w upałach, bo już jest po konferencji i maseczki będziemy nosić "aż nie powstanie szczepionka". Mam nadzieję, że to był taki żarcik :)
Meteor - a pewnie masz rację. Ciężka sprawa z tymi mniej popularnymi motylami, szczególnie gdy nie dorobiły się jeszcze polskich nazw :)
Grigor - a czemu belgijski? Nie te barwy :)
JPbike - to fakt. Przy +20 samoistnie taki komin dziwnie opada na wysokość brody :)
Myślę że obowiązek zakrywania twarzy teraz czy dopiero ma dwa powody. Mamy obiektywnie mówiąć ich zapasy. Oraz własną inwencję czy już moce przerobowe. Po drugie tak obywatel jak i władza wyciągają wnioski. Zresztą wszyscy dojżewają i się uczą. Co jest pozytywne !
Także jestem zdania że maseczki są za późno. Co do lasu to ponoć w poniedziałek mają to znieść, z drugiej strony boję się że to zniosą i zaraz ponownie przywrócą zakaz podpinając to pod suszę (ten zakaz będzie jednak jak najbardziej słuszny, jest sucho jak skoorwysyn) Ja na rower także nie używam maseczki, buffa naciągam na ryło..
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"