Jeśli ktoś jest zainteresowany obszernym opisem dzisiejszej aury, to zapraszam... do wczorajszego pierwszego akapitu :)
Tak samo w nocy mżyło, tak samo nad ranem drogi były mało intuicyjne do jazdy innym sprzętem niż czołg, tak samo było dość mętnie, ale i sympatycznie :) Bowiem po latach jazdy szosą cenię sobie te miłe dzionki, gdy używam Czarnucha do miksa asfaltowo-terenowego. Dzisiaj co prawda tego drugiego było minimalnie, jednak świadomość, iż w każdej chwili jestem gotowy do MTB (Mogę Tam Być) jest nęcąca.
Trasa to zmodyfikowane "kondominium", a w sumie w tej wersji jakiś słonik albo kaczka: Poznań - Luboń - Komorniki - Rosnowo - Walerianowo - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Dymaczewo - Łódź - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Kilka malutkich skoków w bok wykonałem :) Na to, co na ostatnim zdjęciu, zbierałem się od jakiegoś czasu, chcąc wjechać na górkę widoczną w tle. A tu zakaz wjazdu i straszenie monitoringiem :/ Widziałem jednak, że niektórzy bez krępacji tam śmigają. Kiedyś sprawdzę czy jak wjadę to przeżyję, ale dopiero gdy będę miał więcej czasu, bo ten dziś naglił.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"