AaaaByyy... :)
Czyli:
a) czekała mnie w końcu wizyta u dentysty;
b) padało.
Punkt a był do ogarnięcia późnym popołudniem. Jestem już po, więc część tej przyjemności za mną. Czekają mnie jeszcze ze trzy wizyty i zapewne ząb będzie uratowany, bo póki co jest grubo.
Punkt b zmusił mnie do zmiany codziennego schematu. Najpierw więc Kropa otrzymała możliwość wybiegania się po Dębinie, a dopiero po powrocie zacząłem myśleć o rowerze. Mżawica oraz deszcz przeszły finalnie koło trzynastej, a ja ruszyłem pół godziny później, oczywiście Czarnuchem.
Wiało mocno, z zachodu. Raz takiego, raz innego. Wybrałem jednak wersję bardziej północną, czyli niedawno opatentowany klasyk: Dębiec - Górczyn - Kopanina - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Raz jeszcze zatrzymałem się nad Jeziorem Lusowskim, ale z boczku.



Baaaardzo podoba mi się nowy asfalt pomiędzy Lusowem a Lusówkiem. A jeszcze bardziej to drzewo, które niestety zapewne już się poddaje i będzie wycięte, więc specjalnie się zatrzymałem na pamiątkową fotę.

W Batorowie po raz pierwszy zauważyłem takie oto cacko:


Naprzeciwko jest też budynek zadziwiający. Ciężko powiedzieć, czy ktoś w nim mieszka, ale że bluszcz osobiście uwielbiam, to... podoba mi się. Jaka piękna katastrofa.... :)

Na koniec Lusowo i rowerówka. Znów zapomniałem ze sobą zabrać zestawu do wspinaczki :)









