Muszę przyznać, że sympatycznie dzisiaj było. Wręcz zaskakująco. Co oznacza jedno - niedługo pogoda się spieprzy. To bowiem idzie w parze. Ale póki co mieliśmy tytułowy pryszcz fajności.
Ruszałem około ósmej rano, żeby zdążyć przed pracą. Obawiałem się chłodu i wiatru, jednak to pierwsze było do ogarnięcia, a drugie mogło być bardziej upierdliwe. Jak na listopad - nie bójmy się wielkich słów - było rewelacyjnie. Aha, słowa (słowo) miało być wielkie, więc: REWELACYJNIE :)
Wykonałem jedną z wersji "kórełka": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Mieczewo - Mościenica - Kórnik - Skrzynki - Zemsta Adolfa - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Głuszyna - Starołęcka - Las Dębiński - Poznań.
Średnia - jak na prawie zimę - wyszła spoko. Mogło być lepiej, ale też nie ma tragedii. Muszę jednak być szczery i podziękować pewnemu ciągnikowi, który w okolicach Mieczewa pozwolił mi skorzystać z tunelu areo przez jakieś trzy kilometry. Pięknie frunął te 40+, szkoda tylko, że w końcu wybrał pole :)
W Puszczykowie, na tej śmieszce... ...wciąż dziura na dziurze. Władze postanowiły coś z tym zrobić. Mamy więc... odmalowane piktogramy :) To tańsze niż łatanie, a można się pochwalić, iż zrobiło się COŚ. Motywu DDR-ek to na dziś nie kończy. W Kórniku musiałem - przez widoczne korki - ratować się objazdem po tego typu przybytku rozkoszy. I powiem szczerze, że dawno po tak perfidnym gówienku nie jechałem. Do Zduńskiej Woli czy Sieradza z tym (TU przypomnienie, do czego piję), a nie mi opony w dziurach zakopywać :) No i na koniec powód, dla którego z własnej i nieprzymuszonej woli na chwilę zawitałem na antyrowerówce w Luboniu. Wielki, wypasiony egzemplarz olewania prawa wyborczego. Ale co to dla rządowych impulsów dla Poznania ;) Dystans poszerzony o dojazdówkę do roboty.
Roadrunner - szanse na to zerowe, ale... pomarzyć można :)
Lapec - to fakt, próbowałem wywrzeć presję, ale gdzie tam. Na drugim pasie ruch potężny, trzeba było wybrać inne zło :/ Oj, Sebastian chyba ma ostre parcie na Polskę, niestety. Hehe, nie doczytałeś, napisałem "łatanie", a nie "latarnie" :)
DDR-ka z kostki DDR-ką, ale auta widzę u was klasycznie - tuż przy linii pobocza ;/. Wyjścia są niestety dwa: albo goofniana śmieszka, albo jechać i lusterka wyrywać pfff. Oki koniec marudzenia ;]
Pogoda faktycznie wyborna - trzeba trzymać kciuki coby "Sebastian" gdzieś skręcił i nas ominął :)
BTW: jakby latarnie postawili to by profilaktycznie pół lasu wycieli więc ... nie podpowiadaj :D
Bitels - w sumie chyba powoli tak już się dzieje. A na pewno rządzący by tego chcieli :/
Huann - ona podobno ostatnio ze trzy rowerowy straciła, jeden w Poznaniu, reszta w Warszawie. To chyba świadczy raczej o... Aaaaa, nie będę oceniał, szkoda klawiszy :)
Tej pani Emilewicz niedawno dość wypasiony rower spod kościoła zwinęli. Interpretacja tego faktu w naszym kraju może być tak dowolnie różnoraka (poczynając od cywilnej odwagi jazdy na rowerze zamiast autem do kościoła, a skończywszy na karze boskiej za pozostawione plakaty), że się jej nie podejmuję :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"