Dawno, dawno temu (jakoś na wiosnę), za górami (a konkretnie pod jedną - Dziewiczą), za lasami (tymi, które się jeszcze ostały), podczas przypadkowego spotkania z Kamilem wstępnie zgadaliśmy się na szosę we wrześniu. Przyszedł listopad, czas w końcu było wykonać :)
Jak niektórzy wiedzą, umówić się ze mną na rower graniczy z cudem, bo doba ma o kilkadziesiąt godzin za mało. Tu się jednak udało, ale jedyną opcją było ruszenia w "moich" godzinach, czyli między ósmą a jedenastą rano, bo później czekało mnie dogorywanie w robocie. Były też myśli o wypadzie na mtb na wspomnianą Dziewiczą, ale wtedy skończyłoby się jedynie na glucie, a nie na pisiont, więc.. :)
Punkt startowy ustawiony został na wjazdówce z Poznania na Dębcu, więc miałem rzut beretem, kolega musiał przepchać się przez miasto, czego współczuję :) Na miejscu szybki plan, ustalenie dokąd jedziemy i srrru! Finalnie wyszła opcja na Kórnik: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Mieczewo - Mościenica - Kórnik - Skrzynki - Zemsta Adolfa - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Głuszyna - objazd Starołęckiej - Minikowo -Las Dębiński - dom.
Jechało się bardzo sympatycznie, bez mocnego ciśnięcia na pedały, ale też bez odpuszczania. Oczywiście wiatr zrobił swoje gromiąc złem, pomógł głównie na odcinku od Borówca do Głuszyny, ale ten wykorzystany został na pogaduszki :) Temperatura zdecydowanie nie powalała - przez większość drogi miałem na liczniku dwa stopnie. Z atrakcji - jechałem jako lekki inwalida, bo mi się rano zatkało jedno ucho, a Kamil miałby bliższe spotkanie z bagażnikiem auta pewnej niewiasty spod znaku nieogar, jednak udało mu się wyjść cało z akcji zgrabnym piruetem. W sumie cały - pozytywnie zakończony - manewr zasługiwał na nagranie :)
Chwila przerwy nastąpiła w jedynym słusznym miejscu :) Aha, siatka browarów i syf dokoła nie nasz :) No i oczywiście Dębina pod koniec. Potem polecieliśmy każdy w swoją stronę - ja do domu się ogarnąć przed pracą, kolega jeszcze dokręcić kawałek do centrum.
Główny motyw zwiedzania wielkopolskich rejonów: No i zostały upolowane dwie nielegalne polityczne mordy: Kamil, dzięki za wspólną jazdę, ładnie trzymałeś tempo i miło się gadało. Polecam się na kolejne pięciodyszki :)
Lapec - no wisi nade mną ta Dziewicza. Tak, że aż szkoda jechać :) Zimą (czytaj: śnieg) rowerowo raczej sobie odpuszczę, inne wersje całkiem możliwe :)
Evita - witaj w klubie :/ Maskara z tą maskarą. Najbardziej "fascynujące" jest dla mnie to, że przez kilkadziesiąt lat wycinało się punktowo, a nagle, przypadkowo od czterech lat, wszystkie lasy tak się zestarzały, że muszą być cięte masowo. Przypadek oczywiście.
Huann - domyślałem się, ale nie pamiętałem, że w łubudubu było coś o drugiej klasie :)
Kible i pralki to stały element leśnego "wyposażenia" i u nas. Ciekawe, gdzie te barany będą klozety wyrzucać, jak wszystkie drzewa wytną (tfu!). Grrr, ale jestem zła na te rzezie !!!
Kamil - no, wyszła jako taka :) Ty miałeś jeszcze dwa razy kursik po mieście (28 Czerwca to rzeź), więc jest niższa, ale gdyby nie to, byłoby podobnie. PS. Zapomniałem we wpisie pozdrowić klaksoniarzy, niniejszym nadrabiam to niedopatrzenie :)
Huann - to bardziej foczka chyba :) A odwrócony mors to jak wiadomo srom :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"