Wstępnie na dziś plany miały być ciut bardziej ambitne, ale rano się okazało, że ich nie ma, hehe :) No nic, przynajmniej się wyspałem, a to zawsze niezwykle pożądany plus dodatni :) No i miałem okazję na dalsze leczenie przeziębienia, które już na szczęście umiera, ale bardzo powoli, gnój jeden.
Ruszałem na rowerowanie bez jakichś większych założeń, prócz jednego - jechać na południe z lekkim wschodnim odchyleniem (czyli na SE), bo stamtąd miało wiać. Jak zwykle jednak "miało" to w jego przypadku zagadka, więc w praktyce podczas nawrotki miewałem i centralne powiewy z... północy.
Finalnie wyszedł taki oto SE-t: Dębiec - Las Dębiecki - Starołęcka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Sowiniec - Baranowo - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Nadleśnictwo Babki zaprasza... ...chyba z własną piłą. Mendy jedne... :/ A poza tym klasyka jeno. W sumie wyjazd bez historii. Za to z większej ilości posiadanego czasu bardzo zadowolona była Kropa, z którą zaliczyłem dobre osiem kilometrów spaceru po obrzeżach WPN-u, na granicy Lubonia i Łęczycy. Zdjęcia wykonywane telefonem, bo aparatu nie chciało mi się targać, więc jest "tak se", za to z relacją z polowania na kaczki gratis :) Taka jesień niech trwa. Tylko bez smarków poproszę :)
Komentarze (12)
To fakt, przyzwyczaiła już do pewnego standardu :)
Może i tak, ale dziwi mnie fakt, że od kiedy pamiętam Nadleśnictwu Babki było bliżej do jakiejś organizacji chroniącej przyrodę, a od kilku lat jest to faktycznie jedynie fabryka... No ale nowy nadleśniczy z kosmosu się tam nie pojawił...
Co do WPN-u to testowane były wszystkie ze wspomnianych rozwiązań i mogę stwierdzić jedno: najwięcej wolności daje... MPK. Jest to rozwiązane nie tylko najtańsze (za dojazd z użyciem karty PEKA wychodzi 3-4 złote), bo pies jedzie za darmo (w PKP, jeśli nie da się zakręcić konduktora, bilet na psa to 4,5 PLN), w sumie też w miarę ekologiczne (autobus i tak jedzie, zabierając ludzi), ale najważniejsze - nie jest się przywiązanym do jednego miejsca startu i powrotu, jak w przypadku samochodu. Dzięki temu można wysiąść w Puszczykowie i przejść cały Nadwarciański wzdłuż (około 8 kilometrów, więc nie każdy dałby radę wrócić, w sumie nawet nie wiem, czy Kropa by to wytrzymała), wyjść na granicy WPN-u w Łęczycy i mieć stamtąd co najmniej cztery połączenia na godzinę, praktycznie pod dom. Zdecydowanie polecam, choć nie chcę zniechęcać do pozostałych opcji, bo Wielkopolski Park Narodowy warto odwiedzić nie patrząc na nic :)
Takie podmuchy jakby odwrotne to zjawisko... odbicia się mocniejszego pędu powietrza od słabszego. Stąd efekt, wrażenie jakby wiatr przez chwilę zawiał z przeciwnego kierunku. Ale kurwa był syf rano. I mokro! Ja miałem total słońce i sucho... no ale 14:30-18:00...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"