Górki górkami, fajnie się kręci, ale skoro ich pod Poznaniem póki co nie zbudowano, trzeba kombinować po płaskim :) Przykro mi, ale w związku z tym kończą się urokliwe fotki.
Udało mi się dzisiaj ruszyć nawet wyspanym, później niż zazwyczaj. Czyli nastawienie było ok, gorzej z... no czym? Oczywiście, wiaterkiem :) Zdecydowanie nie chciał współpracować, prócz ostatniego odcinka, gdy w końcu mi przez chwilę pomógł, a ja na Głogowskiej wykręciłem ponad sześć dych.
Podobno w Trzebawiu miałem mijankę z Jurkiem w samochodzie, ale jak zwykle nie zauważyłem :)
Trasa to znów "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnowo - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Jak to jesienią bywa, śmieszki stają się dzięki liściom bezgraniczne :) Drezyny na Osową Górę w pełnej gotowości do działania. Ciekawe z jakiej okazji, bo z tego co wiem, regularnie jeżdżą tylko w weekendy. Zaległości na BS nadrobię wieczorem.
Komentarze (3)
Malarz - hehe, witam w Klubie Wietrznych Brzóz :)
Lapec - w sumie ja też. Przypominam sobie tylko jak ją mijam :) Nie ma co, na przyszły rok trzeba zaplanować wspólne nadrobienie owej zaległości. Jakby co jestem (przy dobrym terminie) w stanie zebrać jeszcze parę osób do ekipy :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"