Pożegnanie z...

Czwartek, 3 października 2019 · Komentarze(6)
...z czym? O tym za chwilę.

Najpierw jednak o porannym przygotowaniu do jazdy. Było zerowe :) Bowiem Kropa w nocy postanowiła mieć problemy żołądkowe, więc o 2.30 w nocy wykonałem mało radosne "tup tup tup" na dwór. Misja się udała (została jeszcze powtórzona przez Żonę, ale już o bardziej cywilizowanej porze, czyli koło 7), ale dzięki temu ja rano byłem nieprzytomny, za to pies - jak nowo narodzony :) Koszty wliczone w opiekę nad kochanym kurduplem.

Drzemek nie mogłem przeciągać w nieskończoność, więc koło dziewiątej ruszyłem w lekkim półśnie. Zanim wystartowałem, zerknąłem za okno, a tam jakaś lekka mżawka, raczej niegroźna, bo przecież nawet w szosie mam błotnik. Chwila, chwila... Szybkie zerknięcie na rower, do którego jeszcze dwa dni temu był on przyczepiony (o, nawet było zdjęcie), a tam... pusto. Przeszukałem wszystko, błotnika brak :( Możliwości są dwie: albo mocowanie się poluzowało i pożegnałem się z nim gdzieś na trasie (ale dziwne, że tego nie poczułem), albo ktoś mi go zwinął, gdy zostawiłem rower pod piekarnią. Żyję w Polsce, więc za bardziej wiarygodną uznaję teorię numer dwa. Wielka szkoda, bo to był porządny kawałek dupochronu, otrzymany w podziękowaniu za jakąś przysługę, które wiernie służył mi przez dobrych kilka lat. No nic, spoczywaj w spokoju... 

Oczywiście po drodze mnie zlało, na szczęście niedługo i niezbyt intensywnie, jednak dość upierdliwie. Trochę mnie to obudziło, ale nie bardzo. Większy wpływ na ogólną żałość miała temperatura - na samym początku coś koło sześciu (!) stopni, pod koniec całe osiem.

Trasa to "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Raczej wymęczona niż przejechana.



Oto potwierdzenie, że upału to dziś nie było... Nawet zdecydowałem się założyć długopalczaste rękawiczki, które zdecydowanie mi się przydały.

No i - cholera - jednak niektóre pyski, eeee, twarze, na wyborczych plakatach są nieśmiertelne. Urąbany w trawie i ziemi, ale dumnie znów wisi na śmieszce w Łęczycy jeden taki. Chyba jedyny, który pokonał wiatr :)

Dystans powiększony o dojazd do pracy, oczywiście znów w mżawce.

Komentarze (6)

A będzie gorzej... :/ Tym optymistycznym akcentem... :)

Trollking 20:42 piątek, 4 października 2019

U mnie podobnie, pogoda do dupska

Roadrunner1984 19:58 piątek, 4 października 2019

O, Bitels wrócił! :) Dzięki za współcierpienie :)

Trollking 20:22 czwartek, 3 października 2019

Łączę się w bólu z nie wyspania, też miewam braki u Morfeusza.

Bitels 19:57 czwartek, 3 października 2019

Tu nawet mamy kawałek pisdziernika :)

Trollking 18:45 czwartek, 3 października 2019

Witamy w prawdziwym piździerniku :-)

grigor86 18:37 czwartek, 3 października 2019
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa tylke

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]