Genialnie było wczoraj, dziś - zgodnie ze standardem - musiało się coś spieprzyć :) Znów bowiem pierwsze skrzypce grał zmienny wiatr, niby wschodni, a realnie: każdy możliwy, tylko nie taki, który by mi pomógł. Za to umiarkowany, a momentami dość mocny. Witamy w rzeczywistości. Ale za to niedziela - nie zapominajmy - była dla nas :)
Średnia znów była średnia, jazda znów była nijaka, fajerwerków zabrakło - norma. Za to nikt nie chciał mnie zabić, to akurat fajne :) Dzionek miałem wolny, jednak po powrocie czekało mnie jeszcze załatwianie kilku rzeczy na przedwczoraj, co poszło mi zadziwiająco sprawnie, więc po południu udało się jeszcze rodzinnie pospacerować po Wielkopolskim Parku Narodowym, na odcinku Łęczyca - Puszczykowskie Góry - Wiry. Tym razem nie wziąłem ze sobą aparatu, więc relacja zdjęciowo tylko z telefonu, ale za to nowego, Myślę, że jako tako dał radę, mimo iż to średniak. Na koniec: prawdziwy, obskurny i brudny ŻUL... :) ...oraz dowód na to, że Kropa to zdecydowanie mój pies :) Dodam jeszcze, że namiętnie szczeka również na dźwięk kościelnych dzwonów oraz ujada na widok sutanny. Zupełnie nie wiem, po kim to ma... :)
Komentarze (10)
Hehe, ja się tylko cieszę, że Kropa ma geny jamnicze, a nie owczarko kaukaskie, bo z jej ADHD pewnie w takiej sytuacji by porwała całą knajpę, nie tylko krzesło :)
Z takimi zachowaniami akurat faktycznie może być ciężko, nie dalej jak wczoraj jakiś już niemłody pies tak wyrwał na widok tego naszego kurdupla, że gdyby nie smycz, jak nic zostałby placuszkiem na ruchliwej drodze. Na szczęście Kropa jest tak zafiksowana na punkcie patyczków, że woli je od zabawy z innym czworonogiem. Co uważam za swój skromny sukces :)
No cóż... Wytrwałości pozostaje życzyć. On się kiedyś MUSI uspokoić :)
Flores jest ogólnie wybiegany ( wczoraj miał zdjęcie szwów ), więc wróci już do pełnej aktywności. Codziennie ze mną 3 długie spacery + 3x w tygodniu w ciągu dnia pet sitterka ze sforą na dzikie bieganie po łąkach. Do tego bieganie ze mną wieczorem do 6km.
Kastracja może wywołać oczekiwane efekty do kilku m-cy po zabiegu. Zatem czekaaam ;) Zachowuje się, jak typowy szczeniak, czyli cofka o kilka mcy, wycie dłuższe, skakanie po mnie, gryzienie, wzmożone na nowo niszczenie, choć wydaje się, że już niewiele rzeczy może zniszczyć, bo wszystko jest chowane i zamykane na kłódki i klucze :D
Ale zrobił numer w niedzielę..., byliśmy w knajpie z ogródkiem, gdzie Flores bywał już często i całkiem grzecznie się zachowywał, leżał, niuchał, obserwował. Ale to był szatan do potęgi 3, teraz jest do 10 ;) Działo się to za szybko, za moimi plecami, Flores wyszarpnął obwiązane smyczą krzesło spod mojego tyłka i kilkanaście metrów z tym krzesłem dzida do psa ;] Rymsnęłam dupą o podest, podobno krzycząc tylko "kuuuurrrr*aaa", ale ja tego nie pamiętam, więc pewnie Jarek mi wmawia :D:P Nie wiadomo, co za korba odbiła F., bo zatrzymał się metr od psa. W każdym razie ruch okoliczny zamarł podobno na kilkanaście sekund :D:D To TRZEBA było zobaczyć!!! :D
Evita - czyli co, kastracja nie pomogła? Twardy zawodnik, nie ma co :) Ale na szczęście to kwestia czasu - pies się w końcu uspokaja, u Kropy ucywilizowanie trwało jakiś rok, a i tak szczeka na psy chodzące po korytarzu. I na księży :) No i jest najważniejszy patent - dużo ruchu. Ja, jak nie mam czasu na regularny spacer, przed pracą codziennie zabieram Kropę na patyczkowanie - sto aportów i pies czeka potem spokojnie na nasz powrót :)
Nieustannie zachwycam się "Twoimi" okolicznościami przyrody. Flores po kastracji ( 1,5 tygodnia temu ) stał się psem aportującym i noszącym: witki, gałęzie, konary..., szyszki, kasztany, liście. Ogólnie stał się szatanem jeszcze większym ;) Ps. Wysyłam go zatem do Kropy, niech choć jakiś szałas mi na zimę zbudują, bo mnie sąsiedzi z mieszkania wywalą za wycie ;]
Roadrunner - dzięki :) Ja też praktycznie używam tylko telefonów (dwóch), aparat biorę jedynie czasem na spacery. Jednak co dobry zoom, to zoom, którego w telefonach nie uświadczysz, może prócz genialnego Huaweia P30 Pro...
Ania - niestety... Dlatego warto pamiętać o tej fajnej niedzieli :) Dzięki też, testy nie były łatwe, bo słońce to złośliwy gnojek. Jestem w miarę zadowolony - to przecież sprzęt z kategorii "kalkulator" :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"