W końcu (wreszcie!)
upały się skończyły. Cudownie.
Mniej cudowne jest
to, że w zamian zaczęło konkretnie wiać, oczywiście z mało
przewidywalnych kierunków, więc zostałem wymęczony za wszystkie
czasy. Muszę jednak przyznać, że przez jakieś pięć czy sześć
kilometrów (łącznie) miałem wiatr w plecy i wtedy udka kręciły
się jak na rożnie. Reszta – niestety masakra, bez szans na
nadrobienie. Po drodze dopadł mnie nawet deszczyk, ale na tyle
delikatny, że jedynie zmoczył opony.
To, że kierunek
podmuchów był północno-zachodni, też nie pomagało, bo musiałem
przepchać się przez zakorkowane miasto – na szczęście jeszcze
nie jest to regularny rok szkolny, więc do przeżycia.
Trasa: Dębiec –
Górecka – Hetmańska – Grunwald - Jeżyce – Golęcin –
Strzeszyn – Kiekrz – Rogierówko – Kobylniki – Sady –
Swadzim – Batorowo – Lusowo – Zakrzewo – Plewiska – Poznań. TUTAJ Relive. Klasyk musi być :) Po południu, po załatwieniu wszystkich niezbędnych i zaplanowanych na dziś rzeczy, udało się jeszcze we trójkę odwiedzić Wielkopolski Park Narodowy i przejść ponad osiem kilometrów między Puszczykowem a Łęczycą, czyli po prostu Nadwarciańskim. Póki co wciąż jest tam godnie, a Kropa w swoim żywiole. Jak zwykle WPN potrafi zadziwić. Oto dziś znalezione ciekawostki, z szubienicą - dość amatorską - łącznie :) Aha, przy okazji, bo zapomniałem napisać wczoraj - w sierpniu tego spacerowania było dość sporo, bo ponad 118 kilometrów, w tym po górkach.
Evita - a dzięki. Faktycznie, jakieś 10 kilometrów od centrum Poznania, a 5 od mojego domu, zaczyna się świat idealny dla czterech nóg. I... dwóch kółek :)
Lapec - hm, dzięki :) Życzę, żebyś czekał i czekał na to białe, w sumie bardziej sobie :) A żeby Kuzyn z dziećmi nie czuli się poszkodowani, to przecież zbudowali Maltę Ski i takie tam wynalazki. Znaczy się - kompromis :)
U nas straszyło słońcem przez cały dzień - skończyło się na paru promykach - resztę dnia lało. Ogólnie do bani, ale co zrobić :]
Nadwarciański w kolorach zielonych jest bajkowy, obym jak najdłużej czekał na "białą" fotkę Kropy ;). Choć po ostatniej zimie, trochę więcej (i dłużej) śniegu by się wam przydało ;))))) Dzieci Kuzyna by choć na sanki wyszły ^_^
"Często w nadwarciańskich stronach, podobnie jak w innych częściach kraju możemy napotkać owocujące drzewo sandałowe. Jego charakterystyczne owoce, czasem występujące parami, choć dość zróżnicowane kolorem i rozmiarem, trudno pomylić z czymkolwiek innym. Zdarza się, że wraz z innymi nietypowymi na pierwszy rzut oka wytworami chińskiej cywilizacji zalegają przydrożne rowy, ubarwiając szare i zazwyczaj dość monotonne krajobrazy Europy Środkowo-Wschodniej" (czytał Krystian Czub)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"