Dzisiaj wpis ekspresowy. Czasem trzeba, gdy trzeba :)
Fajna pogoda się zrobiła, nie było za
gorąco i zbyt słonecznie, pojawił się co prawda delikatny deszczyk, ale
nie przeszkadzał zbytnio w jeździe. Nie wiało też jakoś specjalnie
mocno, a to, że klasycznie jechałem najpierw pod, a potem też pod
podmuchy, przecież nie jest niczym nowym :)
Trasa to
"kondominium" w wersji: Poznań - Komorniki - Szreniawa - Trzebaw -
Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina -
Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań. Najfajniejszym momentem był ten, gdy wyprzedził mnie pewien jelonek, za którym udało mi się pokręcić kilka kilometrów do granic Stęszewa. Szkoda, że tylko tam, bo ów Bambi-gigant cudownie utrzymywał 40 km/h i aż było szkoda się z nim rozstawać :) Oto Jasio Jelonek (John Deere) w całej okazałości. Nie sądziłem, że nadejdą czasy, gdy będę zachwalał takie drogowe zawalidrogi. Dziękuję, Unio :)
Komentarze (9)
Ania - niech mnie takie zaszczyty częściej spotykają, szczególnie gdy jadę pod wiatr :)
Grigor - piękna i zagadkowa. Jakby stała, miałbym wątpliwości gdzie jest przód :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"