Dzisiaj najważniejszym elementem dnia była możliwość wyspania się. Spełniłem swoje marzenie, choć niestety koło dziewiątej musiałem już być na nogach, ze względów niezależnych od operatora pościeli, a gdzieś koło dziesiątej już w trasie.
Było gorąco, wietrznie (ale przewidywalnie, na szczęście), więc walka o jakąś w miarę przyzwoitą średnią była niełatwa, jednak jakoś poszło. Sama jazda bez historii, choć - jak to w niedzielę - rowerzystów jak mrówków - szoszoni to jedno, ale trafiła się i poziomka, i jakiś miliard ludzi na mtb, których w Puszczykowie oraz koło Rogalinka wyprzedzałem hurtowo. Oczywiście w miłej atmosferze :) W Borówcu koła przeszły bojowy chrzest na tamtejszych płytach, a ja ryzykując wiele jechałem szosą lubońską ulicą Armii Poznań, gdzie jak zwykle jest wesoło. Nawet gdy się oleje śmieszkę, są do pokonania dwa urocze torowiska - jedno nieczynne, ale oczywiście nikt nie wpadnie na to, żeby je zrównać z ziemią, drugie jest używane sporadycznie jako bocznica prowadząca do fabryki, zbudowana pod takim kątem, że są emocje są gwarantowane za każdym razem. Tylko raz zawiodła mnie tam technika, chyba ze trzy lata temu, w czasie deszczu, co skończyło się wizytą na SOR-ze i rehabilitacją po skręceniu stawu skokowego. A piszę o tym, bo zapomniałem podziękować Luboniowi za tę możliwość poznania arkanów rodzimej służby zdrowia. Relive TUTAJ.
A jutro niby ma lać od rana :/
Komentarze (13)
Mogli Kruczkowskiego zostawić, a tę 9-tkę (też godną upamiętnienia) umieścić w jakiejś nowej szkole. No ale zapewne to zbyt brawurowy pomysł w tym kraju :)
Czechosłowackiej nie ruszyli, bo by musieli z Jugosłowiańską i innymi. Tym się chyba Poznań bronił przed "centralą" :)
Chciałbym nie jeździć po L. rowerem, ale mam następujące alternatywy: ekspresówka, autostrada lub Starołęcka. Przy czym te dwie pierwsze są mniej groźne :)
Czy ja wiem czy nie ruszyła ;) U nas (akurat przy tym pracowałem) ładnie pozmieniali nazwy - Z Szenwalda na Prusa, ze Stahla na Liliową, Kruczkowski zmienił się w Herberta, Jasieński stał się Czesławem Miłoszem. W sumie zostali ino Łętowski i Radocki - ale to dupne osiedle.
Aaaaaa, no i ciągle mieszkańcy walczą coby został plac Szewczyka, a nie plac dwóch ofiar katastrofy smoleńskiej ...
Drzewa za Łęczycą widzę że dzielnie się trzymają. Brawo one ;)
U nas jednak jest ciut lepiej z przejazdami. Te kolejowe są w niezłym stanie, a z tymi innymi coraz częściej "coś robią". Ostatnio bardzo ładny nowy asfslt na Borkach się pojawił ;)
Hehe, no nie, to ja wybieram bardziej legalne drogi. Najciekawsze jest to, że niemal calutki Borówiec to idealne asfalty, a tam...
Luboń chociaż z tym jednym, nieużywanym przejazdem powinien zrobić chociaż to, co na Starołęckiej - zalać asfaltem, wyrównać dziury wzdłuż szyn i od razu byłoby lepiej. Ale gdzie tam!
Tak, wiem, bo ten remont miałem na swoich codziennych trasach. Do pełni szczęścia brakuje mi jedynie, żeby ktoś w końcu zaorał ten chodnik przy Dębinie, z zabawnym znaczkiem CPR-u :)
a Luboń.. czym bliżej Poznania tym gorzej. Te dwa przejazdy to makabra.
Z pocieszających - zrównali z ziemi betonowe płyty na Dolnej Wildzie przy z Czechosłowacką oraz przy Drodze Dębińskiej. Jeszcze zostały te najgorsze przy 28 Czerwca. Teraz w dwóch pierwszych przypadkach jest tam nowy asfalt.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"