Dzisiaj na szczęście upały z gatunku 30+ chwilowo odpuściły, były jedynie te lekko poniżej owej magicznej granicy, po przekroczeniu której mózg mi się lasuje. Tym razem tylko momentami zamieniał się w zupę :)
Wiało zmiennie z wschodu i północy, co oczywiście nie oznaczało, że nie było sporej ilości podmuchów z zachodu, szczególnie gdy już wracałem. Trasę zrobiłem jedną z klasycznych, zawierającą sporą ilość miejskich rozkoszy, co niestety wpłynęło na średnią: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawska - Antoninek - Swarzędz - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - Dębiec. TUTAJ Relive.
Teraz wytłumaczenie tytułu. Zawitałem bowiem nad Maltę... ...w jednym konkretnym celu - obejrzeć dzieła, które pojawiły się tamże z okazji pierwszej edycji Festiwalu Rzeźby Piaskowej (Poznań Sand Festival). Niestety nie udało mi się zobaczyć wszystkich (kilka chyba albo powstawało od nowa, albo były wykonywane jakieś poprawki), jednak i tak było co podziwiać, tym bardziej, że temat był mi zdecydowanie bliski: ukazanie zwierząt zagrożonych wyginięciem. Szczególnie martwy nosorożec z odciętym rogiem robi przygnębiające wrażenie... No nic, nie wzmocniło to mojej wiary w ludzkość, a w sumie zwiększyło niewiarę, ale może jakieś osoby postronne dzięki temu zrozumieją, że to człowiek jest największym szkodnikiem tej planety...
Tym mało optymistycznym akcentem kończę, dodając jeszcze do całości dystans "dopracowy".
Dziś włazywacze dzielili się na takich, co mówili już w progu (miałem klimę nastawioną tym razem na +18) "Jezu jak tu zimno" oraz "Jezu jak się cieszę, że tu tak zimno". Oczywiście ja się cieszyłem tak, czy siak;)
To ja wczoraj miałem to szczęście w 12 godzinach służbowego nieszczęścia, że siedziałem sam na sam z klimą: na zewnątrz 30 plus, a u mnie - 20 :) Co wchodził klient lub -ka, to zamiast dzien dobry było: "brr/wow - ale u pana zimno/fajnie!" :D
Cóż... U nas kiedyś była koleżanka bardzo wrażliwa na klimę. W imię dialogu, zrozumienia wzajemnych racji, własnego zdania, tolerancji, poprawności politycznych i takich tam... już nie pracuje :)
Więc... Nie wiem jak uda Ci się wyeliminować całe biuro, ale trzymam kciuki :)
Ja za to mam Algidę z mózgu - moi współpracowcy lubią zimno w biurze. Wiatr mam silny - boczny, mrożący u mnie krew z żyłach :- Dobrze że choć na papierosie się mogę ogrzać, bo potem mam powrót do Grenlandii!! W lipcu!! Co zrobić jak nie lubię? Zwolnić się? Zabić ich? Niez walczę jak Ty Trollkingu :D
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"