Oj, przyszły znów ciężkie dni... Afryka dzika wróciła do Polski i ma zamiar tu jeszcze niestety trochę pobyć, co oznacza, że - tak jak dziś - więcej będzie człapania niż jazdy.
Gdy ruszałem, dało się jeszcze żyć, pod koniec już się dało umierać :) Swoje zrobił też wiatr, dość słaby, ale za to upierdliwy przez swą zmienność (najpierw wschodni, potem zachodni, do tego północny i południowy), który spowodował, że poruszałem się jeszcze bardziej muchosmolnie.
Już na samym początku, na Dębinie, prawie bym skasował dzikiego kota, który nagle wskoczył na szutrową drogę z krzaków. Na szczęście jego refleks i moje hamulce okazały się kompatybilne.
W Rogalniku przywitałem się z dawno niewidzianymi koleżankami... ...wykonałem klasyczną fotę nadwarciańską... ...oraz dostosowywałem momentami tempo do temperatury (w sumie to wyrazy dość podobne...). W sumie bez historii, kontrowersji, górnolotnych tematów. Po prostu otwarcie piekarnika. Do dystansu dodaję ten Czarnuchem do roboty.
Dla fanów Kropy jeszcze kilka zdjęć z wczorajszego spaceru.
Komentarze (16)
40? O cholera, to dwa razy moja przyswajalna norma :) Pozdro!
Lapec - oddam burze i deszcz w gratisie do upałów. Jak już brać to w promocji, wszystko :) Nooo, super mamy, jak zdarza mi się cała trasa bez stania przed szlabanem to zaczynam szukać w necie czy nie było jakiejś poważnej awarii gdzieś w Warszawie czy Białymstoku :)
DaruS - a ja jestem ambasadorem temperatur umiarkowanych. Niestety nie za wiele mam do roboty na tym stanowisku :)
Mors - no to nie ma dowodów :)
Ania - a się zastanawiałem, czemu tak mi krowa patrzy na dwukołowca :) Kropa ma naturalny pedicure podczas latania za kijkami, ale zapewne by podziękowała za komplement :)
T: no niestety licznik mam dedykowany zwykłym rowerom bez "wstecznego biegu". :( L: a u stop gór codziennie 30-32 w cieniu o_O żyć się nie da ;p a dla roweru muszę noce zarywać. pff ;p
Jak patrzę na prognozy to jutro macie 28*C, a w niedzielę 32*C. Katowice mają deszcz w sobotę i burze w niedzielę - coś pisałeś o zamianie? Wchodzę w to :D
Fajnie macie z tymi przejazdami (Relive), odpocząć można :D
Z matematyki to chyba musiałeś mieć zera, żeby nie krzywdzić tych, co zapracowali sobie na 1. ;) Mój rekord wstecz to bodajże 3 km, a prędkości nie znam, ale pewnie ok. -5 do -6 km/h. ;)
E, bez przesady, w końcu to tylko stówka - a nie jakaś wielka krówka ;) Co do zera, to musi być minus zero, żeby był mróz, a plus zero, żeby jechać. Chyba, że do tyłu? Nawet mój Słynny Antyrekord to 10 metrów przejechane - ale do przodu!
Huann - niekoniecznie szaleństwa, tylko codzienność :) Ty dziś pojechałeś na ostro, bo po kebaba, ja się ograniczyłem do dystansu bardziej bydlęcego (czy krowiego), więc tym bardziej szacun!
Mors - biorąc pod uwagę, że lekki mróz to zero stopni, jest to do zrobienia bez specjalnego wysiłku :)
Widzę, że dziś w P-niu w kwestiach wietrzno-termicznych było dokładnie tak samo jak na wschodnich rubieżach (Wielkopolski ;) Dzisiaj mogę rzec o sobie, żem "z soli, z roli - zwłaszcza z tego, co mnie boli*" (*tu będę dyplomatyczny i nie powiem słowa powszechnie uznawanego).
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"