Dziś rano nastawienie do jazdy miałem całkiem pozytywne, póki nie zorientowałem się, że w moim rowerowym pakiecie niezbędników, który pakuję zawsze do podsiodłówki, brakuje jednego elementu. W sumie najważniejszego z nich, czyli dowodu osobistego.
Jeszcze nie panikowałem, dając sobie jakąś nadzieję, że jeszcze go odnajdę, więc po prostu ruszyłem, wykonując "muminka" w najbardziej klasycznej wersji: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Jazda bez większych przygód, bez ciśnięcia, bo wciąż wieje, za to na światłach w Mosinie pogadałem z sympatycznym Holendrem na szosie. Fajnie w końcu w tym kraju zobaczyć kogoś autentycznie uśmiechniętego na rowerze :)
A dowód? Oczywiście nie znalazłem. Popytałem koło domu, w sklepach, w których bywam zazwyczaj. Nic. Pozostała jeszcze jedna szansa - podjechanie na Jeżyce, po których wczoraj się kręciłem, i zorientowanie się tam. Do pracy podjechałem Czarnuchem (wliczone do dystansu), ale średnio uśmiechało mi się człapanie tam również na nim, więc znalazłem alternatywę w postaci... hulajnogi. Ale nie tej syfiastej, na minuty, tylko wypasionej, którą kumpel przetransportował się do roboty. W sumie to całkiem fajna zabawa, tak legalnie (lub może inaczej - nie da się nielegalnie, bo przepisów brak) jechać po chodniku na dwóch kółkach. Oczywiście do 25 km/h rozpędzałem się tylko wyjątkowo, gdy wiedziałem, że nie stwarzam zagrożenia. Dowodu oczywiście nigdzie nie było. Szybko zastrzegłem więc go sobie przez profil zaufany, ale że nie wiem, kiedy go straciłem, to być może już jestem posiadaczem jakiejś chwilówki :/ Oby nie.
A właśnie odwiedził mnie w pracy kolega Kamil - miło było pogadać, pozdro :)
PS. Powrót z roboty do domu w deszczu. Wymyśliłem patent w postaci owinięcia butów foliopakami do przesyłek kurierskich - polecam, do tego są znakomite :)
Komentarze (24)
W sumie dawno słonecznika nie jadłem - ten prażony nie mieści w kieszeniach. Zimą mam ich więcej, bo kurtki dają pole do manewru :)
Czy w Poznaniu, czy w Jeleniej bym głosował, wynik byłby taki sam w tych miastach - bo to cywilizowane miejsca :) Użyłbym po prostu innych dokumentów, które mnie uwiarygadniają.
Tak, muszę się zarejestrować na stronie KRS i dowiedzieć o historii weryfikacji. Niestety na chwilówki to nie działa, ale jakby co mam dowód zgłoszenia zablokowania dowodu z ePUAP.
Roadrunner - no niestety, zguba wciąż pozostaje zgubą :/
Lapec - a po co mi kask na chodniku? :) Dziękuję, oby się skończyło bez komplikacji, trzeba być optymistą. Jakby co - nie popuszczę :) Dzięki za info, mam nadzieję, że będę, zaplanuj sobie wypad na Dębinę, coby Kropa się mogła zaprezentować w naturalnym środowisku :)
Huann - ano właśnie to dzisiaj zauważyłem, niemniej jednak dziękuję, bo co by było gdybym jednak przeoczył, ha? :) No i się raczej nie odnajdzie :/
Katana - dowód poszedł do zablokowania przez ePUAP (przydatna rzecz), więc w razie "w" mam podkładkę, że to nie ja. Gorzej jeśli stało się coś przedtem, bo za cholerę nie wiem od kiedy go nie mam... :/
Huann - spróbowałem, uznaję, że to jest ok, ale nie dla polskiej mentalności. Faktycznie pozwala na szybkie przemieszczenie się, bez efektu ubocznego w postaci bycia spoconym jak świnia. Wniosek - hulajnogi na własność tak, dopuszczone do ruchu do drogach (z zakazem jazdy po chodnikach i DDR-kach) i tylko po nich. To samo, ale na minuty - zakazać! :)
DaruS - są rzeczy, które trzeba w życiu przetestować, na przykład hulajnogi, żeby mieć obiektywne zdanie. Kapliczek nie trzeba testować, ale czasem nie ma innej opcji :)
Nie no to już źle się dzieje jak jeździsz hulajnogą a w dodatku po kapliczkach (widzialem ostatnio to myślalem ze blogi pomyliłem). 3mam kciuki za brak komplikacji z dowodem.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"