Legalne pisiont
W końcu, gdzieś chwilę przed południem, temperatura przekroczyła magiczne zero w kierunku górnym (w ciągu jazdy wzrosła nawet do plus dwóch!), może więc było ruszać. Tylko czym? Jazdy crossem miałem już dość, tym bardziej, że działa w nim już praktycznie coś koło połowy hamulca, ale drogi były jeszcze zmrożone, więc szosa nie do końca była wyborem intuicyjnym. Jednak stanęło właśnie na tej drugiej - jak szaleć, to szaleć :)
Na początku srogo żałowałem - były bowiem śmieszki zapomniane przez bogów i urzędników, których nie dało się ominąć...

...jednak generalnie, gdy już się zaczęło je olewać, kręciło się całkiem spoko, choć oczywiście wciąż trwała analiza sytuacji na ulicach do kilometra naprzód.
Wykonałem wschodni wariant, w wersji: Dębiec - Hetmańska - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Hetmańska - Dębiec.
Przez jedyny leśny (już niestety częściowo) fragment towarzyszyła mi para drapieżników, prawdopodobnie myszołów (jeden widoczny wyraźnie na tle nieba, drugi ukrył się w cieniu drzewa). Uwielbiam te ich kwilące nawoływania!

Zatrzymałem się na chwilę przy Zalewie Szczodrzykowo, miejscu, gdzie zazwyczaj jest wiele ciekawego ptactwa wodnego. Dziś był jedynie lód, lód i jeszcze więcej lodu.




Ta miejscówka znana jest jeszcze z jednego ciekawego motywu - kilku śmierci wędkarzy, spowodowanych... zahaczeniem wędką o druty. Jeśli ktoś jest zainteresowany, żeby dowiedzieć się, jak niebezpieczne jest wędkarstwo, proszę bardzo, TUTAJ dowód.
Wpadło pięć legalnych dych - i o to chodziło! :) Relive pod tym linkiem.
Aha, z czekaniem na zamkniętych przejazdach kolejowych dziś bez tragedii - zaledwie trzy na pięć możliwych :)
No i jeszcze kadry z popołudniowego spaceru po Dębinie, do Warty i z powrotem. Pies już zapomniał o sterylce, ADHD pozostało :)


Kaczki są nudne, perkozy (niestety prawie niewidoczne na zdjęciu) - to dopiero atrakcja :)









