Na łyżwach

Poniedziałek, 28 stycznia 2019 · Komentarze(12)
Chwilowo wróciła normalność. Co prawda - z tego co widziałem w prognozach - jedynie na jeden dzień, bo na jutro znów zapowiadają śnieg i przymrozki, ale co skorzystałem to moje. Niestety, do ideału sporo zabrakło, co będzie widoczne w dalszej części wpisu, jednak możliwość jazdy po w większości czarnych drogach wywołała u mnie skurcz na pysku zwany uśmiechem. 

Sam sobie post factum gratuluję, iż odpuściłem pomysł ruszenia szosą. Wybrałem crossa ze względu na wieloletnie życiowe doświadczenie (jednak z tą ewolucją coś jest na rzeczy) i podejrzenie, że tak różowo to jednak nie będzie. Nie pomyliłem się.

Trasa to "muminek", ale z guzem mózgu, który pojawił się przez konieczność objechania Lasu Dębińskiego - tam można było ewentualnie wybrać się na łyżwy. Reszta szlaków, czyli przez Hetmańską, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Szczytniki, Sypniewo, Głuszynę, Babki, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Puszczykowo, Łęczyce i Luboń do domu, to mniej lub bardziej mokre drogi, jednak i tak wyglądające na komfortowe względem ostatnich dni. Aż do, oczywiście, DDR-ki w Łęczycy, która prezentowała się tak oto:


Jak widać - nawet próbowałem nią jechać, bawiąc się przy tym całkiem dobrze, bo w końcu niecodziennie można zdobyć umiejętność aktywnego ślizgacza :) W końcu jednak się wkurzyłem, stwierdziłem, że nie ma się co wydurniać i wróciłem na drogę, bo zakaz zakazem, ale zdrowie ważniejsze. O dziwo obyło się tym razem bez klaksonienia.

W Puszczykowie śmieszka wyglądała znacznie lepiej. 

Gdy zatrzymałem się w losowym miejscu, żeby ją sfocić, okazało się, że jednak nie do końca jest losowe, a chyba siła podświadomości kazała mi się zatrzymać akurat w tam :) Przy minusie dla piwosza za śmiecenie, mały plusik za dobry gust - zawsze doceniam, gdy widzę, iż kto nie zatruł się jakimś Harnasiem, a skonsumował bardziej szlachetny trunek.

W Czapurach specjalnie ustąpiłem - w ramach walki z zabobonami - czarnemu kotu. Idącemu do Żabki zresztą. Istny zwierzyniec :)

No i na koniec chyba póki co ostatni RYŚ. Taki wyliniały już.

Jutro prawdopodobnie znów chomik.

Komentarze (12)

Lodowisko niestety w polskich warunkach = śmieszka rowerowa :/ Ale na szczęście można z niej zjechać na zwykłą, sympatyczną, asfaltową drogę :)

Trollking 21:24 środa, 30 stycznia 2019

Lodowisko = niebezpieczeństwo :/ Obyło się bez upadku, więc jest kolejny plus :)

anka88 10:21 środa, 30 stycznia 2019

Lapec - spokojnie, da się znaleźć kompromis, myślę, że całkiem łatwo w tym temacie :)

Gizmo - a ja nie trawię pszenicznych. Po prostu mi nie smakują, za wyjątkiem tego, które robione jest pod marką Królewskie. Co do wymienionych - masz moje poparcie ;)

Trollking 19:37 wtorek, 29 stycznia 2019

A i tak piwa pszeniczne są najlepsze. Dla mnie Perła dobra je no i oczywiscie czeskie. Warce, Tatrze, Żywcowi, Żubrom i innym podobnym mówię stanowcze NIE. Po prostu nie pijam piw, które są nijakie i bez smaku!

gizmo201 05:03 wtorek, 29 stycznia 2019

To mamy zupełnie inne smaki, ale choć kiedyś się możemy spotkać przy złotym Lechu :) Ufff, przynajmniej jedno :D 10,5 muszę kiedyś dorwać, z czeskich to ewentualnie od biedy Radegast. Zateckie też wypiję, ale chyba przez to że pizga je Okocim (oraz potwierdzone ostatnio - Brackie), który lubię :) I jako normalne, zielone i Radlery.

Lapec 22:43 poniedziałek, 28 stycznia 2019

Bitels - eeee, jak nie ma podtekstu i kontrowersji, to nie ma co kopiować :)

Lapec - ja generalnie nie ufam piwom niebieskim, choć to mój ulubiony kolor :) Reszta mnie nie razi, chyba że smakiem :) Generalnie chwalę sobie Kasztelana Niepasteryzowanego oraz rekultywowane 10,5 (mało procentów i spoko smak). Czeskie to zawsze i wszędzie mogę, Grolsch to niemal poezja, Lech Pils smakuje, Tyskie i Warka - nie i nie. Żubr niekoniecznie. A, no i Książęce Czerwony Lager - tu jestem na tak :)

Trollking 21:26 poniedziałek, 28 stycznia 2019

Wypowiem się :D Jako smakosz piw w brązowych butelkach (Łomża, Perła, Namysłów jeszcze ujdą, choć ktoś musi w końcu kaucję na flaszkę dać!!) nawet bym na tego pilsnera nie spojrzał, ale do wyboru dałeś Harnasia (chyba największy sik, delikatnie u mnie przed zielonym Lechem i Żywcem) hmmm? Pewno bym wybrał wodę z kałuży ;)))

Lapec 20:36 poniedziałek, 28 stycznia 2019

To wieszanie obrazka nie ma nic wspólnego z antysemityzmem. To niby po to, żeby w domu były pieniądze, ale co ma piernik do wiatraka to nie wiem.

Bitels 19:35 poniedziałek, 28 stycznia 2019

Huann - no i nie ma to jak spotkać na Żywca Żubra, Perłę wśród Tatr :)

Bitels - ostro z tym Żydem :) I co, nikt się nie czepia? :) W sumie taki zabobon bym mógł praktykować, w ramach walki z poprawnością polityczną :)

Trollking 19:17 poniedziałek, 28 stycznia 2019

A już kompletnie nie rozumiem wieszania przy drzwiach wejściowych do mieszkania, obrazków przedstawiających Żyda liczącego pieniądze. To dopiero zabobon :)

Bitels 18:51 poniedziałek, 28 stycznia 2019

Hehe, z tymi zabobonami to od łodziaków można się uczyć. Mają zabobony chyba na wszystko. Anuszka za cholerę nie przejdzie ulicą, kiedy czarnuch ( kot, nie człowiek) przebiegnie drogę.

Bitels 18:50 poniedziałek, 28 stycznia 2019

A propos świnienia butelkami, to i tak chyba najpopularniejsze jest rzucanie Pereł przez wieprze.

huann 18:48 poniedziałek, 28 stycznia 2019
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa mmyta

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]