Jazda przy niezłym minusie (w najcieplejszym momencie jazdy cztery stopnie poniżej zera), do tego z mroźnym wietrznym oddechem, a ja oceniam dzisiejszy wypad na plus. Odbiło mi? Owszem, już dawno, ale nie w tym przypadku :)
Dzionek miałem ostatni z wolnych, mogłem więc sobie odczekać na przyjście upału, wrrrróććć, zminimalizowanie temperatur rodem z Arktyki. Profilaktycznie wypiłem nie tylko ciepłą kawę, ale i taką samą herbatę, zjadłem coś na kształt śniadania i dopiero ruszyłem. Było po dziesiątej, a dłużej czekać nie było sensu, gdyż szans na Afrykę nie widziałem (i w sumie to dobrze).
Wiało niezbyt mocno, ale jak wspomniałem - męcząco, z zachodu, tam też skierowałem swe koła, robiąc jedno z klasycznych kółek, czyli: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Tutaj Relive.
Jednym z plusów była suchość - śnieg leżał na polach, na drzewach, gdzieniegdzie na wiaduktach, ale nie na drogach. W to mi graj. No i są jeszcze dwa - jeden zasługujący na wpis do Księgi Guinessa: udało mi się przejechać przez Luboń bez ani jednego czerwonego światła! Oraz jeszcze taki bardziej przyziemny - przez kilka kilometrów, od Chomęcic do Konarzewa, podpiąłem się pod tytułowego niebieskiego przyjaciela :) Marki nie znam, ale samo to, że jechał równo 30+, gdy miałem pod wiatr, spowodował, że go wielbię :) Szkoda tylko, że tak szybko skręcił.
A po południu jeszcze krótki spacer z Kropą (powoli wraca normalność), zakończony wizytą u weterynarza w celu zdjęcia zewnętrznych szwów (na psa z ADHD podobno takie są lepsze niż te samorozpuszczalne). To już na szczęście jeden z ostatnich dni z kloszem na głowie :)
Komentarze (16)
Lapec - to by wyjaśniało, czemu mi czasem podczas spacerów szumi radio :)
Ania - dzięki w imieniu Kropy :) A z ciągnikami jest tak, że jak nie widać Ursusa na horyzoncie, to nawet można się uśmiechnąć :)
BUS - ja bym w takiej sytuacji przed granicą jeszcze zagrał w totka :)
@Trollking - to właśnie ta niegdyś najdłuższa linia tramwajowa Europy. W zeszłym roku definitywnie "tymczasowo" zawieszona (czy. zlikwidowana) - ostatniego dnia kursowania składów specjalnie wybrałem się rowerowo na trasę, by pożegnać kolebocącą się dryndę...
Tak, ciągnik rolniczy potrafi być zbawienny ... o ile działają światła stopu w przyczepie :P bo się można zdziwić, znam to z autopsji. :) Kropa widzę odpowiedni rozmiar kijków nosi do swoich gabarytów :)
To ja tak robiłem pod górkę z tramwajem z Ozorkowa póki jeszcze jeździł, a jechał 19 km-ów w godzinę :) Był czas na wszystko, ech! Teraz powoli rozkradają trakcję, a szyny w miejscu wjazdów na posesje zasypane szlaką...
25plusy biorę na sposób. Zatrzymuję się, oddzwaniam, odpisuję na smsy, ruszam. Doganiam, zatrzymuję się, oddzwaniam, odpisuję na smsy. Doganiam... I tak dalej, aż nie skręci :)
Kiedyś dobre 15 kilometrów uciekałem przed takim dalekobieżnym smokiem na bocznym asfalcie - ale to był smok 25+, za to dalekobieżny - tyle, że o tym nie wiedziałem, bo jakbym wiedział, że stawia nie na prędkość, a na odległość, to bym się pod niego podpiął. A tak, przez moją ambicję tylko mnie wymęczył. Ale wygrałem!
Dobrze że nie jechał ten "smok" 50+ km/h bo byś się trochę zgrzał doganiając ... . :-) Ale jak już go dogonisz to tego 50+ się nie czuje. Miałem tak latem , raz ! :-)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"