Glut poszukiwawczy
A jednak! W końcu przestało lać i udało mi się przed pracą wykonać marnego bo marnego, ale chociaż gluta. Drogi powoli obsychały, więc jechało się niczym wczesną wiosną, a i tak samo duło. Czyli paskudne. Jednak radość z wiatru pod kaskiem była ważniejsza niż niedogodności - co jednodniowy głodek, to... jednodniowy głodek :)
Wykonałem krótką, powolną pętelkę w wersji: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. W Komornikach były i ekstremalne przewyższenia... :)

...i kostkowe koszmarki, zresztą będące o dziwo lepszą alternatywą niż główna, zakorkowana "piątka"...

Główną zaletą tej DDR-ki jest to, że... nikt z niej nie korzysta. A już na pewno jej nie sprząta :) O czym przekonałem się na własnym przykładzie. Bowiem podczas mojej ostatniej wycieczki, tej, z której ledwo wróciłem, gdy robiłem tu jedną z fotek, powiew wiatru przewrócił mi rower, a przy okazji odpadł mi plastik od manetki. Zorientowałem się dopiero pod domem, a we wspomnianych warunkach powrót odpadał, dziś więc bez większych nadziei ruszyłem na misję poszukiwawczą. Miłe zaskoczenie - leżało toto w trawie i na mnie czekało.



Cuda się jednak zdarzają! Nie odpuściłbym sobie, gdybym nie poszukał. Jak widać warto było, ale teraz znów moja kiera wygląda jak pirat, bo taki sam element z lewej strony straciłem już dawno temu, nawet nie wiem gdzie.
Pojeździłem, można się cieszyć!

Co jutro? Praca, a z rowerem się zobaczy.
Relive tutaj.








