Bez serducha
No to po kolei. Od rana padało, potem niby przestało, więc koło jedenastej ruszyłem, oczywiście crossem, bo miałem takie leciutkie podejrzenie, że brak opadów to jedynie mało wykwintna podpucha. Jak się okazało - niestety się nie pomyliłem. Jednak patrząc na sytuację pogodową choćby na Śląsku, tu było znów niemal idealnie. No bo jazda w połowie stycznia na swoim ulubionym dystansie w proporcjach: jedna trzecia umiarkowanej suchości, jedna trzecia mżawki i jedna trzecia ulewy, nie może zasługiwać na zbyt wielkie potępienie. Za to wiatr - owszem, ale przecież to już zupełnie inna historia :)
Wykonałem lekko zmodyfikowane "kondominium", ale w wersji alternatywnej: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Stęszew - Dymaczewo - Łódź - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
W końcu odważyłem się sprawdzić, co wyrosło z boku ronda na trasie Wiry - Komorniki. Jak się okazało - całkiem fajny objazd zawsze zakorkowanego kawałka "piątki". Niestety, jak widać, wykonany gówniano. Łapy opadają. Na wsiach wciąż asfalt to przywilej tylko dla czterech kółek :/


Z ciekawości poczytałem sobie to, co na tablicy widocznej w tle. Jak się okazuje, ten fragment nazywany był "Mostem Żydowskim", gdyż to tu pochowano tych z Żydów, którzy zmarli przy budowie wąskotorówki i planowanej przez Niemców podczas II Wojny Światowej autostrady Warszawa - Berlin. Więcej informacji poniżej.

Poniżej zaś nie ZUS, a Urząd Gminy... wiejskiej. Nieźle :)

Gdy dotarłem do Trzebawia, podczas walki z wiatrem przyuważyłem po drugiej stronie drogi ciekawą terenową górkę, schowaną w lesie. Szybka nawrotka i już na niej byłem. Jak się okazało, znalazłem niespodziankę, czyli fragment nieistniejącego mostu (?) nad trasą Poznań - Wolsztyn. Aż się pokusiłem na kilka fotek, choć była lekka obawa, czy rower nie poleci sobie w dół, w celu zapoznania się z podkładami :)




Od Stęszewa już padało, a potem lało, więc przygód nie było. Za to kałuża w butach - owszem :)
Pod koniec trasy przypomniało mi się, że dziś przecież kolejny finał WOŚP. A że od jakichś trzech lat jakoś jeszcze chętniej mi się wspiera tę inicjatywę, to rozglądałem się za jakimiś puszkarzami, coby nakleić sobie serducho na rower. A tu... nic. Cały Luboń, Świerczewo, no i oczywiście Dębiec w szczegółach, bo jeszcze specjalnie objechałem swoją dzielnię - kicha. Jakoś mi się to zgrało z zakazem handlu, bo nie da się ukryć, że to tam było najłatwiej o możliwość wrzucenia kilku groszy. W końcu się poddałem i zrobiłem przelew z domu. A z ciekawości obejrzałem dziś "Wiadomości" TVPartyjnej, które zawsze dają mi sporo emocji. Tu zaskoczenie - powiedzieli o Orkiestrze! Przez pół minuty, gdzieś w środku wydania, ale powiedzieli :)
***
EDIT: życie dopisało smutny, gdański koniec mojego ostatniego akapitu :/ Byle tylko jacyś idioci nie zrobili sobie z tego politycznego oręża.








