Hurra! jest w tytule - bo udało się na jeden dzień odroczyć wyrok skazujący mnie na chomika. A reszta - bo wiadomo. To, co dziś dmuchało, nie było zwykłym wiatrem - to był wściekły, agresywny gnój, który każde stąpnięcie na pedały zamieniał w mordęgę i walkę niemal o życie, a już na pewno o utrzymanie w pionie.
Gdy budziłem się nad ranem, jeszcze lało. Jednak jakimś cudem trochę później przestało, na co byłem średnio przygotowany psychicznie. Ale skoro dano mi szansę, to do dzieła :) Wystartowałem po dziewiątej, mając w planach zaledwie gluta (bo praca sama do mnie nie przyjdzie), a finalnie wyszło całe pięć dych, głównie dzięki temu, że niebo zrobiło się dziwnie niebieskie.
Gdy z Dębca przez Górczyn dotarłem do Bułgarskiej, postanowiłem wykonać crossowi fotkę przy Ty-51. Ustawiłem rower, zrobiłem kilka kroków wstecz, nacisnąłem odpowiednie miejsce w telefonie i cyk. Sekundę później obrazek wyglądał niby podobnie, ale zmienił się jeden detal. Dziękuję, wietrze :/ Najgorsze jest to, że zapewne podczas upadku uszkodził się albo pedał, albo - co gorsza - ośka, bo zaczęło mi coś stukać w okolicach suportu pod koniec jazdy (a może i wcześniej, ale zagłuszały to podmuchy i muza w uszach). Przy kolejnej okazji (kiedykolwiek będzie, bo na noc zapowiadane są śnieżyce) postaram się to zweryfikować.
Trzasnąłem jeszcze zdjęcie chrabąszczowi... ...i pokręciłem dalej, do Bukowskiej, którą po minięciu Ławicy dotarłem do Wysogotowa, a stamtąd zachciało mi się skręcić na Batorowo. Hmm. Człowiek czasem popełnia błędne decyzje :) I tak, to był jeden z niewielu momentów, kiedy dopuściłem u siebie jazdę chodnikiem :) Dopłynąłem do S11, którą okrążyłem od zachodu, zaliczając Lusowo, Kobylniki i Sady... ...oraz wracając przez Zakrzewo, Dąbrowę, znów Wysogotowo, Skórzewo i Plewiska do domu.
Dotarłem zmasakrowany, bo oczywiście wiatr tak jak uwalał w jedną stronę, tak nie pomagał w drugą. Mimo wszystko uznaję dzisiejszy wyjazd za udany, z jednego podstawowego powodu - bo w ogóle do niego doszło, w co jeszcze wczoraj w ogóle nie wierzyłem. Chomik zapewne ucieszy się jutro, niestety.
Grigor - to nie kałuża, to była prawdziwa rzeka :) Ciągnęło się toto przez pół wsi. Ciekawy jestem co było, jak w nocy toto zamarzło :)
DaruS - pociągi to najlepszy środek transportu, oczywiście zaraz po rowerach :) Dzięki, średnią musiałem nadrabiać podczas powrotu, co widać po Vmax :)
Lapec - oj, gdyby to tak działało, to zimą bym śmiało połączył Śląsk z Wielkopolską, mielibyśmy ciągle ten dwuminusowy plus :) Podsumowanie będzie... kiedyś :)
Huann - w Poznaniu to samo, choć ja plusów nie widzę :) Chomik machał ogonkiem, Kropka na spacerze również, a ja z miną skwaszoną zrobiłem sobie przerwę od prawdziwego kręcenia. Najgorsze jest to, że jak już szedłem do pracy, to drogi robiły się całkiem przejezdne, a w nocy podobno znów ma padać :/
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"