Nuuudaaaa... Ile dni pod rząd można marznąć, walczyć z zimnymi podmuchami, kręcić na wschód, bo stamtąd wieje, co chwilę korygować wysokość kominiarki na pysku, bo przy każdym zatrzymaniu (a podczas jazdy w mieście jest tego więcej niż samego ruchu) okulary zamieniają się w obłok pary? No ile?
Ale... przecież dzisiaj mamy zupełnie inny dzień! W końcu to black friday!
W związku z tym, gdy czwarta czy piąta pod rząd reklama mnie o tym poinformowała, wyjątkowo wyłączyłem radio, olałem informowanie mnie o jakiejś kolejnej kretyńskiej pseudotradycji i załączyłem sobie audiobooka (faktycznie, potwierdzam zdanie Michussa, iż "Ślepnąc od świateł" wciąga), zmieniając co jakiś czas na muzę. I jakoś nie tylko udało się dojechać do celu, ale i nie bluzgać pod nosem w kierunku specyficznej emfazy lektorów od wygłaszania promocji :) Choć akurat taką jedną mamy wciąż na tapecie :)
Trasa dzisiejsza to "muminek": dom - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - dom. Pomiędzy Wiórkiem a Sasinowem wciąż robi się coraz bardziej jasno... :/ Tną gnoje na potęgę - lewo, prawo, wszędzie łyso, tam, gdzie jeszcze niedawno rozciągał się widok na gęsty, piękny las. Niekończąca się od jakichś trzech lat, smutna historia... :/
Komentarze (17)
Lapec - fajnie, że u Ciebie wiedzą, kiedy powiedzieć dość :) Tu niestety wciąż drzew cięcie gięcie, kolejne przykłady dziś znów notowałem... :/
Ania - ogarnięcie tego to cała taktyka, kominiara w dół przed zatrzymaniem, ustawienie między ustami a nosem na czas stania, a założenie na nochal chwilę po ruszeniu :)
Leśne dziadki niestety wychodzą z założenia że łono natury musi być wydepilo(karczo)wane ;/ Cieszę się że u nas się z tym zatrzymali, no albo tną po nocy w środku lasu coby ludzie nie widzieli. Mniejsza o to, kij im w oko :P
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"