Ależ dziś było
paskudnie! Co prawda jeszcze nie nadeszło zapowiadane spore
ochłodzenie, ale wzmógł się zdecydowanie wiatr, który powodował,
że to prawie dziesięć na plusie odczuwalne było niczym
temperatura bliska zera. Do tego wmordewind wrócił na swoje z góry
upatrzone pozycje – nawet gdy flagi pokazywały, iż teoretycznie
pomaga, to przy ziemi było wręcz odwrotnie. Finalnie wyszło, jak
wyszło, czyli pisząc bez ogródek – do dupy.
Wybrałem kierunek
zachód, a konkretnie dopracowywaną wciąż pętelkę w postaci:
Poznań – Plewiska – serwisówki – Dąbrówka – Palędzie –
Dopiewiec – Do/u/piewo – Podłoziny – nawrotka do D. -
Konarzewo – Chomęcice (tam zakwitł kolejny remont i wahadło) –
Plewiska – Poznań.
Cel akurat takiej
wersji wyjazdu był jeden główny – zweryfikować jak wygląda
stan śmieszek we wspomnianym Dopiewie. I jeśli na obwodnicy
niestety będzie tak, jak się obawiałem, czyli kosteczka zaczyna
powoli być oznaczana, tak na odcinku prowadzącym do Podłozin
czekała mnie miła niespodzianka. Bowiem pod koniec tego czegoś, co
straszy od dawna i na co się wjeżdża tylko po to, żeby zrobić
zdjęcie na bloga…
...widać, że to,
co miało być śmieszką, na szczęście będzie chodnikiem.
Ufff… A specjalnie pytałem robotników ze dwa miesiące temu, co
właściwie robią. Zdania były podzielone, z przewagą śmieszki.
Jak widać czasem nieważne, co się robi, ważne, że się robi :)
Na przejeździe w
Podłozinach napotkałem takie oto wyznanie miłości (to
serduszko…):
A na drugim boczku
istną walkę idei :) Na tę chwilę wygrywają ci od ”OK racism. Każdy taki
sam, wszyscy nierówni” :)
A przy okazji
- znaleziony niedawno mem, który nieźle mnie rozbawił :)
Aha, na drodze
rowerowej wzdłuż Świerczewa wybory już się dawno skończyły. A
szkoda :/ TUTAJ Relive.
Komentarze (2)
Oj, słabo to widzę - coś czuję, że nawet przy dyszce za litr i tak drogi będą zakorkowane. Sorry, taki mamy naród :) Faktycznie, jest coraz więcej tych, którzy wolą rower jako pojazd najszybciej transportujący ich do pracy, ale to wciąż mniejszość, tak samo jeśli chodzi o dojazd transportem publicznym. Jeśli teraz nie przemawia do nich prosty rachunek, czyli 100 PLN za bilet miesięczny na wszystko kontra marnowanie paliwa podczas stania w korkach za kilkaset zeta, to ciężko będzie to zmienić.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"