Jakoś tak mam, że nie lubię tłumów, do jakiegokolwiek świętowania mam stosunek wybitnie przerywany, a z wiekiem nawet zanikający. Jednak zrobiłbym wyjątek dla dwóch - tłustego czwartku i dzisiejszego, jeśli kluczowym jego elementem byłoby masowe żarcie rogali świętomarcińskich, dofinansowane przez państwo :) Rano bowiem pochłonąłem prawie dwa takowe, co nastroiło mnie wybitnie pozytywnie do jazdy.
Niestety, zaraz po ruszeniu dostałem lekko w pysk, bo w Luboniu zakwitł jakiś bieg, przez który miałem okazję pozwiedzać sobie boczne uliczki tej uroczej miejscowości. Normalnie wymarzony początek :) Potem zakwitłem przed zamykającym mi się na przejeździe szlabanie, a gdy czekanie się przedłużało, olałem temat i ruszyłem kolejnym objazdem. Tym samym już na piątym kilometrze byłem zmęczony psychicznie niczym po setce pod wiatr. A skoro jesteśmy przy nim - początkowo wydawał się słabiutki, ale potem trochę przyspieszył, do tego nie mógł się zdecydować czy jest ze wschodu, czy z południa. Wiedział tylko jedno - jak mi uprzykrzyć życie, co niestety udało mu się wybitnie, a to z kolei przełożyło się na średnią.
Wykonałem "muminka" w wersji: Poznań - Luboń (dwa razy dłużej niż zazwyczaj) - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęcka - Hetmańska - dom. Przygód nie było, prócz może popisów narodowej husarii na czterech kołach, która - zapewne z emocji - usilnie chciała zrobić ze mnie placuszek.
Lubię tę windowsową hopkę :) A koleżanki dziś niestety były za daleko do podjęcia jakichś konstruktywnych dyskusji :) Specjalnie się zmobilizowałem, żeby nie dodawać wpisu po wspólnym marszu pod rączkę władz państwowych z ONR-em, tylko jeszcze przed nim. Mógłbym popłynąć :) Ale niech się bawią - na zdrowie, ja idę z Kropą wykonać swój, mniej formalny i mniej tłumny, ale przynajmniej pozwalający załatwić kilka naprawdę istotnych spraw :)
Komentarze (21)
To tak jak ja, tylko po co te dwa dni wstecz i dzień po? :) W sensie święta.
Bardziej miałem na myśli że biegną z Poznania przez Luboń do Poznania :) Dobra, koniec o rogalach - od jutra czas na Mikołaje z czekolady z Lidla (ponoć już są) czy tam innej Biedry ;))
Sprawdziłem, jednak kolega molestował "moje" Winogrady w 3 Biegu Niepodległości (że mu się chciało xD), a nie Luboń. Myślałem że to ten sam bieg - a tu konkurencyjka heh :D
Tysiąc kalorii, też o tym słyszałem. Życie to sztuka wyboru, 10zeta => rogal lub czteropak piwa (4x ok. 250kcal). Przy takim święcie pewno bym poszedł na kompromis i wybrał dwa piwa i śniętego za cztery zeta, choć jak te oryginalne się uspokoiły ... to do kawki kto wie :)
Tańszych chyba już się nie da zrobić - ciasto półfrancuskie, biały mak, margaryna (nie masło!), lukier, orzechy, skórka pomarańczowa, aromat migdałowy, biszkopt... I coś tam jeszcze. Już te 4 zeta przerażają ceną. No chyba że to rogale śniętomarcińskie :)
Lapec - chyba ostatnio dopracowali recepturę tych z certyfikatem, bo są słodkie, ale nie tak, jak kiedyś :) Jeden taki to podobno tysiąc kalorii, więc zeruje mi się cały wypad rowerowy :) A kolega biegł w Luboniu czy w Poznaniu?
Z racji imienia, rogale często i gęsto zostawały mi przywożone w prezencie i chyba wole te za cztery złote heh. Te prawdziwe i oryginalne są nie do ogarnięcia dla mojej skali słodkości, choć przed rowerem to pewno niezła bomba energetyczna? :)
A w biegu leciał kolega z biura, Luboń go oszczędził bo mi mignął z rana :)
Jak kiedyś porównasz smak tego za 10 z tym za 4, to pogadamy :) Poza tym te za 10 są prawdziwie polskie, ja co prawda mam to gdzieś, ale do Ciebie powinno to przemawiać :)
Żyłbym albo bym nie żył - jakby nie było odzyskania niepodległości, to pewnie moi rodzice by się nie spotkali, a co za tym idzie ja bym nie istniał (jakoś bym to przeżył, pewnie całkiem spokojnie), a Ty nie miałbyś okazji zadawać mi irracjonalnych pytań :)
Złodzieje. ;) W (polskich) supermarketach idzie dostać za 4 zł. ;p
No ale pomyśl: gdyby nie odzyskanie niepodległości, to żyłbyś teraz w Niemczech. ;p Albo w Rosji, jak większość przodków mieszkańców Ziem Odzyskanych - a tam zdecydowanie nie jest nudno. ;))
Nie było za darmo - około dychy za rogala. Drogi napęd przed wyjazdem :)
A czemu trudny dzień? Przecież wolne było :)
Nie wiem za bardzo, co mam popierać lub nie - z faktami się nie dyskutuje :) Urodzenie i narodowość to skutek wielu przypadków, na które się nie ma wpływu. Kraj jest piękny, a ludzie jako całość to już inna bajka. Ale jeśli ma to Cię uspokoić, to tak, popieram, bo przynajmniej nie jest nudno :)
O, jestem za tym żeby rogale były dofinansowane przez państwo, bo cena za kg z roku na rok rośnie :). Pierwsza fotka - niby nic takiego, a fajnie się patrzy na takie proste widoki :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"