Poranek przywitał
mnie mlekiem płynącym. Prosto z nieba. Mgła była kompletna, do tego
zdecydowanie niechętna do znikania, więc zanim ruszyłem zdążyłem
wyprowadzić psa, odwiedzić piekarnię,
zjeść porządne śniadanie, wypić kawę w rodzinnej atmosferze i dopiero koło jedenastej zacząłem
myśleć o rowerze. Jak ja uwielbiam wolne dni :)
Wyjechałem jeszcze
w bieli, a stan ten utrzymywał się gdzieś do momentu wyjazdu z
Puszczykowa, do którego dotarłem jak zwykle przez Luboń (korki
masakryczne) i Łęczycę (śmieszka znów zaczyna być zasyfiona, choć nie na całej długości). A
podczas przeprawy przez Wartę w Rogalinku zrobiło się już całkiem
klimatycznie. Przez Rogalin
dotarłem do Mieczewa, a zaraz za nim musiałem dać ostro po
hamulcach na ten oto widok:
Przetarłem
zdziwione ślepia, ale tabliczka wciąż była w tym samym miejscu.
Zacząłem intensywnie analizować we łbie, o co tu kurna chodzi i w jaki sposób
ja, jako użytkownik drogi, który nawet na chwilę nie ma zamiaru
pojawić się w lesie, mam uważać. I przede wszystkim – na co i
na kogo? A może to pokłosie nagłaśniania nie tak wcale
wyjątkowych sytuacji, gdy jakiś nieogarnięty (a czasem i będący
pod wpływem) miłośnik rzezi nie potrafił odróżnić sarny od
rowerzysty, auta lub grzybiarza? Choć i tak nie wyjaśnia to, co ta
informacja ma zmienić w moim zachowaniu – na wszelki wypadek
jednak na te trzy czy cztery kilometry zdjąłem słuchawki i
rozglądałem się intensywnie, wypatrując i nasłuchując kul
świszczących mi koło kasku. Widocznie jednak chyba trafiłem na
jakąś przerwę od tego „szlachetnego sportu” i przeżyłem :) Na szczęście widok miałem ułatwiony, bo tam, gdzie niedawno był las, aktualnie zrobiono pustynię z pojedynczymi oazami :/
A już w domu
postanowiłem z ciekawości znaleźć informację, co to za
impreza się odbywała, ale o dziwo nic. Zero. Przeszukałem dostępne
w necie kalendaria i dupa. Za to przy okazji wgłębiłem się w
strony prowadzone przez miłośników "pozyskania”, czyli pisząc
wprost: mordowania z bezpiecznej odległości zwierząt przez tchórzy
z piórkami we łbach, i - mimo przykrej tematyki - bawiłem się
setnie. Polecam każdemu poczytać choćby jakieś wzruszające
wyznania myśliwych, którzy po masakrze, przepraszam: pokocie,
oddają cześć zwierzynie, przepraszam: tuszy, poprzez włożenie im
gałązki w pysk, co nazywa się "ostatnim kęsem". Myślę, że dzięki
temu jelonek z kulą w sercu czuje się szczęśliwszy :)
Potem już bez
specjalnych emocji dokończyłem kółeczko przez Kórnik, zemstę
Adolfa w Skrzynkach i Borówcu, Kamionki, Szczytniki, Koninko,
Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński do domu – tak
jak na Relive. Jechało się całkiem sympatycznie, głównie z
jednego, najbardziej istotnego powodu – wiatr był do ogarnięcia,
choć i tak upierdliwy.
Na puszczykowskiej
Grobli trwa wciąż cichy protest przeciw wycięciu tej pięknej
alejki. Tak on dziś wyglądał. Niestety wciąż wychodzi na to, że
temat jest nie do ruszenia i ta debilna DDR-ka zostanie rozbudowana
kosztem przyrody :/ Jakoś ostatnio ekologiczne wpisy mi wychodzą, co najlepsze - nie bywają zamierzone, a są wynikiem obserwacji rzeczywistości. Niestety.
Po południu jeszcze
wypad z Kropą, a że osiem kilometrów spaceru zahaczyło o powolne
zapadanie zmroku, to udało się załapać na budzenie się mgieł
przed nocą.
Komentarze (15)
Byle tylko te miejsca jeszcze były, bo dziś znów widziałem kolejne zmasakrowane połacie lasu... :/
Ciekawie dziś miałeś na trasie. Tabliczka informująca o polowaniu też by we mnie wzbudziła zaskoczenie. Co do alejki - szkoda mi jej :/. A Kropa ma jak w raju :)
Mors - wycinać lasy, żeby wycinać zwierzynę. Tak, też mi to się ładnie zgrało :) Miło, że - jeśli masz rację - ktoś tabliczką chce zatrzymać panikującą zwierzynę, bo chyba do niej tylko by to dotarło, gdyby umiała czytać (w sumie skoro myśliwi chlubią się tym, że edukują, to od tego powinni zacząć). Gdy robiłem tę fotę, minęły mnie dwa samochody pędzące grubo ponad setkę... Wojskowi to pikuś przy politykach, z każdej opcji :/
Bitels - dziękuję. Choć wolałbym nie mieć okazji do takich opisów. A "tradycja" to słowo-klucz, które pozwala zamknąć pyski tym, którzy pokazują jej okrucieństwo :/
Huann - w końcu Łódź pogodowo miała lepiej niż Poznań :) Myślałem, czy nie usunąć, ale po pierwsze wandalem nie jestem nawet wobec wandali, a po drugie - miałem nadzieję, że ktoś widząc ją pobawi się trochę klaksonem, wyjątkowo dobrze go wykorzystując :)
No popaczpan - a u mnie od rana do wieczora błękitne niebo, zero mgły i wczorajszy smog też gdzieś przewiało...pojawił się dopiero o zachodzi słońca, gdy wszystkim tak zimno w tym jakże srogim listopadzie, że muszą kopcić na wyścigi... Co do tabliczki, to chyba w skrajni jezdni nie można ot tak sobie stawiać reklam i innych takich? W takim razie szkoda, że nie zdemontowałeś samowolki od ręki. Nic to, może przyjdzie jakiś sztorm jak na Mierzei i zrobi to, co z Wiadomym Słupkiem ;)
Trafnie opisane zachowanie myśliwych nic wspólnego z myśleniem nie mających. I to zakłamywanie swojego procederu, zmieniając nazwy swoich czynów jak np. pokot zamiast rzeź, tusza zamiast zwłoki itp. I do dupy z taką tradycją. Kiedyś w dawnych wiekach może to miało sens, ale teraz to rozrywka dla nudzących się życiem bogaczy.
Ten znak to ewidentnie ostrzega przed panikującą zwierzyną, która słysząc psy i strzały oraz czując śmierć w powietrzu będzie gnać na oślep, nie rozglądając się na takie szczegóły jak drogi, samochody i Trollkingi. Domniemanie z własnego doświadczenia - kiedyś w nocy jechałem przez Bory Dlnśl. i zwierzyna w szoku ganiała przez ulicę w te i we wte na nic nie patrząc. PS. jeden z moich byłych szefów był myśliwym. I w dodatku wojskowym, gdzie "co drugi" oficer jest myśliwym, a w pewnych kręgach należy to wręcz do dobrego tonu...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"