Rano przywitała mnie kompletna padaka. Mokra, zimna i wietrzna. Przy kawie spojrzałem sobie jeszcze na prognozy, żeby zweryfikować, czy jest tak tylko nad moim domem, czy może nad całą Wielkopolską i niestety zostałem pozbawiony złudzeń. W głowie zaś zaczęła mi się przewijać mało sympatyczna wizja chomika.
Jednak jakoś po dziesiątej padać przestało, co wychwyciłem swym łapczywym wzrokiem zerkającym co chwilę za okno. W mig więc zaprzęgłem crossa, ubrałem zestaw z kolekcji "antyPRO-jesień-zima" i ruszyłem. Po dziesięciu minutach już... płynąłem, bo oczywiście znów zaczęło lać. Nie żebym się nie spodziewał, ale liczyłem, że zmyła okaże się bardziej wiarygodna. Jednak stwierdziłem, że skoro już jadę, to dojadę, choć na więcej niż gluta czasu (na trzynastą trzeba było lecieć do pracy) ani ochoty nie miałem.
Pierwsze co mnie zmasakrowało to korki - od Lubonia przez Komorniki i Szreniawę (czyli praktycznie większość dzisiejszej trasy widocznej na Relive). już nie mówiąc o Głogowskiej, na której musiałem zawrócić, bo koras spowodowany jakąś kolizją ciągnął się na dobrych kilka kilometrów. Tak to już jest, że najmniejszy deszcz powoduje, że na drogi wyjeżdżają tysiące ludzi, którzy wcale by tego nie musieli robić, wyłączając przy okazji myślenie. No i mamy niezły burdel.
Doszedł to tego wciąż masakrujący wiatr, który w połączeniu z zacinającym deszczem zrobił ze mnie miazgę. Choć nie powiem, były też momenty bez opadów. Ze dwa :) Można się było zatrzymać i wypłukać buty. Najważniejsze jednak, że minimalne minimum wykonane. Zresztą plułbym sobie w brodę, gdybym odpuścił, przecież aż tak tragicznie nie było. Poza tym wstyd by mi było przed zawodowcami tego typu, co to kręcą zima nie zima, jesień nie jesień, słota czy upał, swoimi szlakami. Cześć i chwała bohaterom! I bohaterkom :) Aha, udało się dziś obyć bez gleby - z najbardziej prozaicznego powodu: DDR-ek było jak na lekarstwo.
Komentarze (11)
Fajnie to nie było, ale lepszy glut w garści... :)
Z tą Morką to jest coś na rzeczy: w Szwecji jest pewna przybrzeżna wysepka połączona z lądem mostem - zwie się Morko. Jak na niej byłem, to pogoda była w kwestii deszczu jak dziś, więc ją przeinaczyłem na Mokro :)
Mors - jak zwykle cenię sobie Twoje niezwykle merytoryczne wypowiedzi :) Pisałem w pracy, co już zaznaczyłem, gdzie klawiatura żyje swoim własnym życiem, czyli coś jak Twoje pisanie z komórki bez polskich liter, tylko to nie leń, a coś poza kontrolą :) Niemniej jednak dzięki - poprawię :)
Bitels - a dziękuję :) Mi się czasem nie podoba to, co napiszę, bo o czymś zapomnę i potem już nie ma sensu edytować :)
Lapec - aaaa... :) No ja jednak widzę różnicę w praktyce - po kilku dniach na crossie czuję się jakbym latał po użyciu szosy :) Co do kierowców to ja ich tam edukuję w praktyce - szczególnie lubię, jak na widok żółtego jakiś mi się pakuje z wyprzedzaniem przed światłami, byle być przede mną. Po chwili już jest za, a wzrok bazyliszka robi swoje :)
Między drapieżnością Staruszka i Trek-a :) No oni pewno pisiąt dziennie (pod sklepem się nie liczy :P) nie robią heh. Ale fakt, pasjonaci, docenić trzeba!
Skojarzenia poznańskie i zabawy kierowców kto się zatrzyma bliżej krawężnika xD Tu akurat zdecydowanie wolę naszych, ślunskich mobilków => zdarza się często że nawet na światłach, czy w korku podjeżdżają do osi jezdni, coby se rower przejechał :) Ale u nas nie ma DDR-ek, nie mają nas kaj wywalić i muszą się dzielić ulicą :)))
"Rano przywitała mnie kompletna padaka. Morka(...)" - kompletna padaka to Twoja pisownia. :))) "wstyd by mi było przed zawodowcami tego typu, co to kręcą zima nie zina" - w dodatku lepiej piszą. :D:D
Huann - a faktycznie, ponowne dzięki za przyuważenie. Co ciekawe, on taki żarłoczny tylko gdy piszę z pracy, jak w domu to siedzi potulnie i się nie wtrąca :) Już zmieniam.
Lapec - ale między czym a czym nie widzisz różnicy? :) Jaki tam wariat? Ty widziałeś tych dziadków na składaczkach i rowerach "pjurmarketemtebe", co kursują 365 dni (a nawet więcej) rocznie rowerkami po osiedlach? To są dopiero pasjonaci :) A z tymi wakacjami to jakie skojarzenie? :)
Ja tam prawie różnicy nie widzę :P Poza tym wariat jesteś :P Albo nienormalny, albo szukający L4, albo ... herbatka z prądem w taki dzień Ci się skończyła i jechałeś po zapasy :P
BTW: Pierwsze zdjęcie z Relive, czwarte auto, mhmmmm aż mi się wakacje przypominają ;))
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"