Jesienna perfekcyjność. Plus WPN-owość
Trasę wykonałem północno-zachodnią, bo niby stamtąd miało wiać. Czyli najpierw miasto - z Dębca przez Hetmańską, Grunwald, Jeżyce, Golęcin, następnie skręt w Koszalińską i kolejny test odpowiedzialności służb porządkowych. O dziwo - zdany. Tamtejsza DDR-ka wciąż jest regularnie czyszczona, nawet przy mnie, bo mijałem się ze sprzętem przypominającym papamobile do dmuchania :)

Następnie Psarskie, Kiekrz, hopka w Rogierówku, Kobylniki, Sady, Swadzim (czyli SS-ka), Batorowo, Lusowo, Zakrzewo, Plewiska i do domu. Cały czas miałem na plecach... oponę. Ale spokojnie, nie bawiłem się w cyrkowca - kupiłem sobie wczoraj zwijaną, mieszczącą się do plecaczka. A wziąłem ze sobą, bo nie byłem pewny, czy moja stara guma po wczorajszej panie trochę jeszcze pożyje. Odpukać - wychodzi na to, że tak.
Relive - TUTAJ.
A w Lusowie napotkałem Dariusza, który akurat jechał w przeciwnym kierunku. Po znalezieniu miejsca do zatrzymania zeszło na rozmowach ponad pół godziny. Miło było usłyszeć, że mój nowy rower dobrze się prezentuje, a i "słynnego" tematu bajkczelendżów nie ominęliśmy :) Gadało się fajnie, ale ja miałem w planach jeszcze jeden etap dzisiejszego, krócej kończącego się dnia, więc każdy pokręcił w swoją stronę. Pozdro!
Ten późniejszy plan to wypad z Kropką do Wielkopolskiego Parku Narodowego. Zrobiliśmy łącznie ponad osiem kilometrów Nadwarciańskim, a że się nie spieszyłem, tylko podziwiałem jesienny klimat tego pięknego traktu, to kilka fociszy na koniec (musiałem się ratować PBS-em, więc... szalejemy).























