Tak, naprawdę to napisałem. Wiatr był całkiem solidny, ale sprawiedliwy - stały, z południowego wschodu, bez wariacji. Nie powiem, zdziwko było, gdy podczas powrotu nie musiałem z nim walczyć. Brawo (wyjątkowo) dla tego pana. Lub pani. Niepotrzebne skreślić.
Wykonałem po raz kolejny w przeciągu kilku dni opatentowane zielone (bo drzew wciąż sporo, mimo wycinek) kółeczko: z Dębca przez Luboń (Armii Poznań jak zwykle z olaniem DDR-ki), Łęczycę, Puszczykowo, Rogalinek, Rogalin, Świątniki, Mieczewo, Kórnik, Borówiec, Koninko, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński do domu.
Czemu lubię tę trasę? A co będę pisał... W zamian focisze :) Choć ten widok akurat jest dość smutny... A czemu nienawidzę tej trasy? A co będę pisał... W zamian fota :) Ten jeden cholerny, prawie kilometrowy odcinek Zemsty Adolfa, z niewiadomych przyczyn omijany przez drogowców, psuje mi całą przyjemność jazdy. Może za pięćdziesiąt lat (wersja optymistyczna) się w końcu doczekam tu remontu...
A tego właśnie widoku chcą mnie/nas pozbawić urzędasy z województwa i Puszczykowa, pod pretekstem poszerzenia drogi (wcale nie ruchliwej) i - co najgorsze - rozbudowy śmieszki... Dziś w Poznaniu odbył się któryś tam Poznański Maraton. I... nie przeszkadzał mi. W przeciwieństwie do przeróżnych bajkczelendży zablokowane jest tylko miasto, a nie połowa miejscowości w powiecie i poza nim. Poza tym, mimo mojej osobistej niechęci do męczarni zwanej bieganiem, czuję szacun dla ludzi, którzy potrafią zmierzyć się z tym dystanem. Tu liczy się siła człowieka, a nie drogi sprzęt - teoretycznie mógłby go ukończyć nawet wytrenowany bezdomny, pod warunkiem, że ktoś opłaci mu pakiet startowy :) Inną sprawą są "amatorzy", którzy przypadkowo tak mają ustawiony plan zwiedzania świata, iż gdzie się pojawią, tam jakiś maraton, a co za tym idzie - kasiura. Niniejszym pozdrawiam kolejnego Kenijczyka, który dziś wygrał. Cóż za przypadek :)
Daj spokój Kenijczykom. Oni tam biegną.. latają po świecie i wygrywają te imprezy a za całe siano utrzymują swoje nawet nie rodziny a całe wioski.. WODA, jedzenie, lekarstwa, oświata..
Nawet mi to przeszkadza... To nie są amatorzy, a półzawodowcy, robiący sobie ze sportu sposób na zarobek, a ich wygrane nie mają nic wspólnego ze zdrową rywalizacją. Tym bardziej, że (chyba że się mylę) nikt na takich zawodach nie bada nikogo pod względem ewentualnego dopingu.
Katana - na szczęście pozostało już ich mało. Ale wciąż straszą :)
Lapec - tej, o żadnym porannym spacerze nie było mowy, poza tym byś nie dojechał przez maraton :) No ale fakt, to, jak nam się nie udało zgadać na symbolicznego izotonika, to mistrzostwo świata. Następnym razem musimy bardziej taktycznie podejść do tematu :) A za prezent - dzięki :P
O, jak sympatycznie, zamiast np. porannego spacerku ze mną wybrałeś Luboń ;-) Klasa, ale pisiont jest, więc nic ino docenić :-) Wiatr dziś ustawiłem na przekór sobie, cobyś nie marudził że bez prezentu przyjechałem :-P
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"