Myszołowiąc
Kierunek wypadu był zachodni, a jak zachodni, to pola, pola i pola. Z Dębca ruszyłem do Lubonia, Wirów, Komornik, Szreniawy, Chomęcic, Konarzewa i Trzcielina, gdzie postanowiłem "zaszaleć" i pojechać w kierunku Lisówek, znanych głównie z opisywanego przeze mnie ładnie położonego DPS-u, jednak tym razem od drugiej mańki. Jak się okazało, mimo że asfalt znajduje się po dwóch stronach wsi, to w jej środku go.... brak. Musiałem więc się zawinąć jak niepyszny, ale i tak nie żałowałem - jak się okazało są tam genialne tereny do "polowania" z aparatem na ptaki. Podobno gdzieś można odnaleźć rezerwat Trzcielińskie Bagna, ale to nie tym rowerem - sprawa do nadrobienia czymś, co nie jest szosą. Dziś udało mi się jedynie z drogi przyłapać myszołowa, który był moim widokiem zdziwiony bardziej niż ja widokiem jego :) I jak zwykle żałowałem, że nie mam przy sobie porządnego sprzętu i wyszła pikseloza...



A dokoła widoczki typowo sielskie i anielskie :)

Powrót nastąpił znów przez Konarzewo, ale potem z korektą już przez Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska. Zmarzłem solidnie, przewiało mnie godnie, ale nie żałuję, czas się hartować :) A jesień mimo wszystko jest piękna.

Relive (niestety pocięte, bo znów Endo zawiodło) będzie jak wrócę z "Kleru" :)
EDIT: tutaj Relive, pod koniec zamiast właściwej trasy jest linia prosta. Dzięki, Endo :)








