Początek października może nie był tak fajny jak końcówka września, ale zrzędą wyjątkowo być nie zamierzam :) Znów poranny chłodek, który jednak szybko minął, niebo błękitne, jedynie wiatr już nie sprzyjał ("sprzyjanie" - termin oznaczający, że wmordewindu jest mniej niż 80%) i zawijał mi się pod kołami i w pysk w obie strony. Jakoś jednak udało się z nim powalczyć.
Trasa to "muminek" w wersji: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Wiórek - Daszewice - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom. Generalnie bez przygód, może prócz sznureczka za snującym się z prędkością 20+ traktorem na Głuszynie, w którym (sznureczku, nie traktorze) zakwitłem. Gdy jednak po kilometrze okazało się, że za cholerę ne da się zawalidrogi wyprzedzić, po prostu zjechałem na chodnik, odpisałem na smsy i dopiero, gdy w końcu zniknął na horyzoncie, ruszyłem. Co jednak straciłem, to moje :/
Wciąż jest ładnie i kolorowo. Lubię to. Smaczek czekał mnie na granicy Szczytnik i Koninka. Jeśli wieś Koninko w nagły i niespodziewany sposób straci dofinansowania na inwestycje lokalne od wojewody, chyba będę znał przyczynę :) A tak poza tym to dawno nie było o polityce, prawda? No to jest okazja - dziś Żona czekając w kolejce w przychodni usłyszała od miłej, poczciwej staruszki, gdy lekarz idąc korytarzem się nie przywitał, że "wie pani, to k... jest lewacki doktor" :) No i w sumie zgadzam się ze słowami pana zasiadającego na stolcu prezydenta o "wyimaginowanej wspólnocie, z której dla nas niewiele wynika" - to przecież o Polsce dzisiejszych czasów :)
Jeszcze podsumowanie września - przejechane 1607 kilometrów, szosą i crossem, ze średnią 29,6 km/h. Większość miesiąca była znakomita pogodowo, choć było i załamanie, z zimnem i koszmarnym wiatrem, wynik więc uważam za zadowalający.
Mors - aaa, to o to chodziło, Mors rozszyfrował, ja nie - widocznie się kończę :)
Londynu bym nie palił, bo ładne miasto, natomiast wyżynanie Polaków (zamordowanie po bitwie pod Mątwami kilku tysięcy jeńców) przez Polaków zupełnie mnie nie rusza, bo to - w przenośni - codzienność.
Lapec - teraz już wiem, o co kaman. Zapamię666tam :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"