...mieć trzeba, żeby chorować. To powszechnie znana prawda.
Dziś nie musiałem iść do pracy. W związku z tym wstałem o godzinie... szóstej trzydzieści. Bowiem wziąłem wolny dzień, żeby towarzyszyć osobistej Teściowej w przyjęciu do szpitala, na przełożoną miesiąc temu operację. Poranne korki irytowały koszmarnie, jednak jak się okazało - niepotrzebnie. Bowiem po raz kolejny okazało się, iż główna zasada w tego typu przybytkach jest z grubsza taka: "szanowny pacjencie, umawiamy cię na godzinę ósmą, pamiętaj, żeby być punktualnie, dzięki temu będziemy mogli zauważyć twoją obecność gdzieś około dziesiątej, a już o jedenastej masz nawet szansę pojawić się na oddziale".
Cóż, tak właśnie było. W pewnym momencie pomyślałem, czy i ja bym sobie nie pyknął przy okazji badania krwi, skoro jestem na czczo :) W sumie jednym plusem długiego oczekiwania była możliwość podziwiania tej bardziej nowoczesnej części Starego Miasta, zza szpitalnego okna. W końcu przyjęcie stało się faktem, a ja wróciłem do domu, mając w planach rowerowanie, choć niewyspanie plus zaiste letnia temperatura nie prognozowały przyjemnej jazdy. Jednak o dziwo poszło przyzwoicie. Wiatr lekko, ale bardzo lekko, dokuczał, korki w Luboniu i Mosinie były jak zawsze, choć dzięki ruszeniu w samo południe udało mi się uniknąć tych najbardziej upierdliwych.
Z trasą nie kombinowałem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Mosina - Żabno - Żabinko, tam nawrotka i powrót swoimi śladami. W drodze powrotnej, z grubsza przez całą Mosinę, towarzyszył mi taki widok. Na szczęście było to kino maksymalnie 2D, bez efektów zapachowych ;) A konie w pewnym momencie odwróciły łby na ile się dało i dały znać, że mnie widzą, choć to może być jedynie moja wyobraźnia. Co ciekawe, przyczepa miała po bokach napisy z logo PKP Cargo, co mi jakoś zupełnie nie pasuje do rumaków sportowych. Tutaj Relive.
Kamil - no trafiłeś. Mimo wszystko, że miejsce przyjemne nie jest, jakoś wydaje mi się, że fachowości tutejszym lekarzom odmówić nie można. Ocenimy po operacji, bo na razie trwa wyczekiwanie. Dziękuję za życzenia! :)
Lapec - sprzątaczek tam jest więcej niż personelu medycznego :) A tak przy okazji - dziś przy okazji wizyty okazało się, że w środku szpitala jest... mała palmiarnia. Całkiem ładna.
Mors - sam zagrażasz. Drzewom :) Pozdrowię, pozdrowię, ale zaraz, zaraz... jaki facet używa terminu "łososiowy"...? :)
Skąd ja to znam?! Nie tak dawno jak w piątek miałam podobną "szpitalną przyjemność" i do lekarza udało się wejść po 2,5 godz. czekania :). Nieważne, że jest rejestracja na konkretną godzinę, bo ona zawsze ma prawo się wydłużyć.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"