W końcu mogłem sobie pozwolić na dzień lenia. Spałem do dziewiątej (prawdziwe święto lasu), przed wyjazdem na rower zjadłem śniadanie, w teorii wystarczyło więc dziś jedynie nabijać kilometry z pieśnią na ustach. Tymczasem po ruszeniu na ustach miałem co innego, średnio do cytowania w tym miejscu. Powód? Oczywiście wiaterek, pieszczoszek jeden, niechciany towarzysz i upierdliwiec niereformowalny.
Już na starcie podjąłem decyzję, że nie cisnę, a jadę emerycko i bez spiny. Bowiem kierunek silnych podmuchów: w teorii zachodnich, a praktycznie niemalże każdych, skierował me koła na łyse dukty, gdzie do głównych atrakcji należą pola, autostrady, pola, drogi szybkiego ruchu, pola, serwisówki i pola. Bym zapomniał o polach :) Na całe pięćdziesiąt kilometrów osłonięty jakimikolwiek drzewami byłem może przez jakieś dwa.
No ale zaraz, przecież mamy na to remedium: nowe nasadzenia i krzaki. A tu jeszcze - w celu wzmocnienia antywietrznej ściany - dodano słupki od płotu i siatkę, niby jedynie odgradzającą od S11, ale ja wiem, że to z troski o kolarskie doznania. Dziękuję :) Normalnie nie odczułem różnicy między drogą wśród lasu, a tym odcinkiem :) Ironia? Gdzieeeeee tam :) Dodam tylko, że praktycznie cała trasa (Poznań - Plewiska - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewo - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Głuchowo - Komorniki - Plewiska - Poznań) wygląda niemal tak samo jak powyżej, co widać na Relive. Aha, i mam nadzieję, że na obrazku żadne skrzyżowanie dwóch linii nie obraża czyichś uczuć religijnych, a widoczny z tyłu słup energetyczny swoim kształtem przypominającym głowę kozła, nie jest wg kogoś propagowaniem satanizmu :) Wolę zaznaczyć, bo ostatnio boję się napisać literki "t" lub umieścić tu plusa, żeby nie musieć się tłumaczyć :P
Jeszcze co do tytułu - gdzieś na trzydziestym kilometrze poczułem nagle ostry ból na udzie lewej nogi, pod spodenkami. Jak się okazało - coś mnie użarło, i to wcale nie lekko. Na szczęście nie jestem uczulony na jad pszczół, os i innych dronów (co roku się o tym przekonuję choć raz), więc jedynie obserwowałem spokojnie po drodze poziom rosnącego bąbla i rumienia. No ładny :) Ciekawy jestem, gdzie złapałem pasażera na gapę i ile wytrzymał te moje machanie nogą, zanim zdecydował się dać mi znać, że nie kuma rowerowej pasji. W każdym razie pretensji nie mam - zwierzę to zwierzę, nie człowiek, nie zadaje bólu dla przyjemności.
A skoro już jesteśmy przy tych lepszych istotach tego świata - Kropka wczoraj rozkręciła na wsi imprezę, nawet dziesięcioletnia jamniczka moich Rodziców oraz dwunastoletni pies gospodarzy nie mieli wyjścia: sekunda bez zabawy to przecież czas stracony :) Wczoraj "musiałem" się w tym miejscu "tłumaczyć", po co przyjeżdżać do Wielkopolski w celach agroturystycznych. Cóż, wystarczy kochać przyrodę i cenić sobie spokój, żeby to zrozumieć. No ale pewnie nie do wszystkich to trafi. I dobrze. Poza tym taka ilość niewyrżniętych drzew może na niektórych działać odstraszająco :) Oj, spory wpis mi dziś wyszedł. No ale przecież napisałem, że mam dzień lenia :)
Komentarze (15)
Mors - a po co? Czy ja katolik? :)
Lapec - no w sumie logiczne, masz szansę stać się gorliwym chrześcijaninem dzięki temu :)
Głupie zdjęcia, a tyle radości ;) Ale piszesz że niby nic nie daje, a patrz jaki kawał cienia robi drzewko z foto1. Ha, aż Kozioł się oddalił :P
PS: chyba nie widziałeś ładnego rumienia? Taki po kleszczu (w sumie z kleszczem) to dopiero jest mega. W 2009 takowy zafundował mi PKO i dość spore oszczędności, choć jakim kosztem? ehhh SZEŚĆ tygodni bez piwa xD
A na których zdjęciach miał być wiatr, skoro jest jedno dzisiejsze, bez drzew? No chyba że masz na myśli Relive, zerknij więc na to pod koniec, z flagami.
Z tą przyjemnością u zwierząt znów strzelasz ślepakami. Koty podczas zabijania myszy nęci kwas mlekowy, który powstaje podczas stresu i ucieczki. Psy kontra koty to jakiś mit, te gatunki potrafią ze sobą całkiem ładnie żyć. Tu problemem jest mowa ciała - pies macha ogonem z radości, kot tak okazuje niepokój. Gdy spotykają się dwa nienauczone siebie okazy, jest problem. A orki? Hm, może tu faktycznie jest jakiś wyjątek od reguły, choć nie jest u nich normą katowanie swoich ofiar, a raczej pojedyncze przykłady sadyzmu. Może nieprzypadkowo to właśnie największy gnój w historii świata, czyli człowiek, jako jedyny potrafił je oswoić? :)
Sam przypominasz kozła. :) Wiatru na żadnym zdjęciu ni hu-hu, ni dmu-chu. :)
Tyle badyli, to w lubuskim nazywamy pustkowiem. :)) W dodatku aż tak płasko to nie mamy, więc plisa żadnego. ;p
:zwierzę to zwierzę, nie człowiek, nie zadaje bólu dla przyjemności: - no wcale... a orki, "bawiące" się fokami aż do śmierci? Albo koty, podobnież bawiące się myszami - i nierzadko konsumpcja wcale nie jest ich celem... Albo psy, terroryzujące koty...?
Huann - zapraszam, Kropa na pewno już ma ugadanych kilku ziomali na takie okazje :) BeeBeSee to przynajmniej telewizja ze standardami, w Polsce... ale nie miało być o polityce! :)
Grigor - dzięki :) Ale czy ja używam słowa "problem"? Mój słownik jest o wiele bogatszy na określenie codziennej walki z rzeczywistością :) Wyzwanie brzmi zbyt korporacyjnie, odpada.
Wiatr jest nieodłącznym towarzyszem niemal każdej wycieczki rowerowej...Zamień w swoim słowniku "problem" na "wyzwanie" a wszystko się zmieni w tej i innych kwestiach. Ps. fajne zdjęcia.
Aj, taka psimpreza mnie ominęła! Następnym razem dalej pojadę w wielkopolskie strony :) Choć ta osa czy inny Bee Giez trochę mnie odstrasza. Swoją drogą Brytole mają fajną nazwę telewizji: Bądź Pszczołą Widź!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"