Silny wiatr, połowa trasy przez miasto... Czy ja już tego nie przerabiałem? Wczoraj, przedwczoraj i... miliard razy wcześniej :)
Znów opis będzie krótki, ale tym razem nie z powodu zawiechy BS-a, a z mojego lenistwa - gdy nic się nie działo w pracy, myślałem sobie: "aaaa, dodam później". Oczywiście potem się zaczęło, więc dziś jedynie popierdółka.
Trasa: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Jeżyce - Piątkowo - Suchy Las - Złotniki - Sobota - Rokietnica - Kiekrz - Słupska - Ogrody - Bułgarska - Górczyn - dom. Pewnie coś się na trasie wydarzyło, pewnie miałbym o czym pisać (co widać na Relive), ale nie mam siły. Postałem w korkach, szczególnie na Obornickiej, którą miałem objechać bokiem, ale zapomniałem. Do tego wdupowindu (pożyczam określenie) brakło, oj brakło.
W każdym razie pięć dych wpadło. A ja padam na pysk :) Dystans zawiera jeszcze prawie pięć kilosów jazdy miejskim. Trauma wciąż mnie trzyma.
Komentarze (4)
Tam się najlepiej przejść spacerkiem, bo to urocze miejsce :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"